Modele Pixel z dopiskiem „a” od lat pełnią w ofercie Google szczególną rolę. To smartfony, które mają oferować esencję Pixeli i oferować dobre aparaty, czystego Androida i długie wsparcie w bardziej przystępnej cenie. W przypadku Google Pixel 10a coraz więcej przecieków wskazuje, że producent nie zamierza zmieniać tej filozofii, ale jednocześnie trudno mówić o wyraźnym przełomie. Najnowsze informacje rzucają światło na datę premiery, cenę, dostępne wersje oraz specyfikację, która… może nie wszystkich zachwycić.
Google Pixel 10a zadebiutuje szybciej, niż zakładano
Dotychczas modele Pixel z dopiskiem „a” debiutowały zazwyczaj wiosną, jednak wszystko wskazuje na to, że Google Pixel 10a złamie ten schemat. Zgodnie z informacjami przekazywanymi przez kilku niezależnych leaksterów, w tym znanych z trafnych doniesień kont na platformie X, premiera ma odbyć się 17 lutego 2026 roku. To wyraźne przyspieszenie względem Pixel 9a, który trafił na rynek w marcu 2025 roku. Wcześniejszy debiut może sugerować, że Google chce lepiej zsynchronizować swoją ofertę z rynkiem i szybciej odpowiedzieć na ruchy konkurencji. Co ciekawe, przecieki mówią również o dość agresywnej polityce cenowej, co w kontekście spodziewanych podwyżek cen elektroniki w 2026 roku brzmi wręcz zaskakująco.
Cena i warianty pamięci. Tu Google może zaskoczyć pozytywnie
Według dostępnych informacji Google Pixel 10a trafi do sprzedaży w dwóch wersjach pamięciowych. Podstawowy wariant z 128 GB pamięci na dane ma kosztować około 500 euro (~2110 złotych), natomiast wersja 256 GB została wyceniona na 600 euro (~2635 złotych). Oznacza to obniżkę o 50 euro (~210 złotych) względem premierowych cen Pixel 9a, który startował odpowiednio z poziomu 549 (~2320 złotych) i 649 euro (~2740 złotych).

W praktyce może to oznaczać ceny w Polsce oscylujące w okolicach 2100-2500 złotych, choć oczywiście ostateczne kwoty poznamy dopiero przy oficjalnej dystrybucji. Warto dodać, że wariant 128 GB ma być dostępny w czterech kolorach: Obsidian, Berry, Lavender i Fog, natomiast wersja 256 GB wyłącznie w klasycznej czerni. Do oferty mają trafić także dedykowane etui w tych samych barwach, które prawdopodobnie zostaną wycenione na około 20 euro (~85 złotych).
Specyfikacja bez rewolucji i znajomy design. Pixel 10a bardzo blisko 9a
Pod względem technicznym Google Pixel 10a zapowiada się jako bardzo zachowawcza kontynuacja poprzednika. Smartfon ma otrzymać ekran pOLED/AMOLED o przekątnej około 6,3 cala i rozdzielczości Full HD+, z adaptacyjnym odświeżaniem w zakresie do 120 Hz. Na froncie znajdzie się aparat do selfie o rozdzielczości 13 Mpx, a z tyłu zestaw dwóch obiektywów: główny 48 Mpx oraz ultraszerokokątny 13 Mpx. To konfiguracja doskonale znana użytkownikom Pixela 9a.
Sercem urządzenia ma być procesor Tensor G4, czyli ten sam układ, który napędza poprzednią generację. Dla części użytkowników może to być rozczarowanie, a szczególnie, że flagowe Pixele 10 mają korzystać z nowszego Tensora G5 produkowanego przez TSMC. Google wyraźnie rozdziela jednak segmenty, zostawiając nowości dla droższych modeli. Całość ma uzupełniać 8 GB RAM, bateria o pojemności 5100 mAh z ładowaniem przewodowym 23 W oraz system Android 16 z deklarowanym wsparciem aktualizacji aż przez 7 lat.
Rendery i materiały, które pojawiły się w sieci nie pozostawiają złudzeń, ponieważ Google Pixel 10a wygląda niemal identycznie jak Pixel 9a. Ramki wokół ekranu wciąż są wyraźne, bryła pozostanie kompaktowa, a wyspa aparatów nie będzie odstawać znacząco od obudowy. Dla jednych będzie to zaleta, a dla innych dowód na brak ambicji projektowych Google w segmencie średniej półki.
W praktyce Pixel 10a wydaje się rozsądnym wyborem dla użytkowników starszych modeli, takich jak Pixel 7a czy wcześniejsze generacje. Dla posiadaczy Pixel 9a zmiana może jednak okazać się trudna do uzasadnienia, bo różnice sprowadzają się głównie do nowej wersji Androida, świeżych kolorów i dłuższego wsparcia. Google stawia tu na sprawdzoną formułę minimalizując ryzyko, ale jednocześnie rezygnując z efektu „wow”.
Źródło: Android Headlines
Chcesz być na bieżąco? Śledź ROOTBLOG w Google News!