Marka iQOO ponownie próbuje przyciągnąć uwagę użytkowników, którzy szukają smartfona z bardzo długim czasem pracy i solidną wydajnością. Nowy model z serii Z zapowiada się naprawdę ciekawie i na papierze wygląda jak sprzęt bliski ideału w swojej klasie. Problem w tym, że producent podjął jedną decyzję, która może znacząco wpłynąć na odbiór całego urządzenia.
iQOO Z11 to bateria, która robi różnicę i wydajność, której trudno coś zarzucić
Największym wyróżnikiem modelu iQOO Z11 jest bez wątpienia akumulator o pojemności 9050 mAh. To wartość, która wciąż pozostaje rzadkością w świecie smartfonów o „normalnych” gabarytach. Producent deklaruje bardzo długi czas pracy sięgający nawet kilkudziesięciu godzin odtwarzania wideo, a dodatkowo urządzenie może działać jak powerbank i ładować inne sprzęty przez USB-C. Całość wspiera szybkie ładowanie przewodowe o mocy 90 W, ale warto wspomnieć, że zabrakło ładowania bezprzewodowego.

Pod względem wydajności również trudno mieć większe zastrzeżenia. Smartfon napędza układ MediaTek Dimensity 8500 wykonany w 4 nm procesie technologicznym, który w połączeniu z nawet 16 GB RAM i do 512 GB pamięci wewnętrznej zapewnia bardzo solidne osiągi. Do tego dochodzi system chłodzenia z komorą parową, który ma pomóc utrzymać stabilność podczas dłuższego obciążenia, np. w grach. Całość działa pod kontrolą Androida 16 z nakładką OriginOS 6.

Na froncie znalazł się 6,83-calowy ekran AMOLED o rozdzielczości 2800×1260 pikseli, który wyróżnia się bardzo wysoką częstotliwością odświeżania sięgającą 165 Hz. To pierwszy raz, gdy iQOO zastosowało tak szybki panel w tej serii. Producent chwali się również wysoką jasnością (nawet do kilku tysięcy nitów w szczycie), kontrastem na poziomie 8 000 000:1 oraz ściemnianiem PWM 2160 Hz. Całość uzupełnia czytnik linii papilarnych w ekranie oraz aparat do selfie o rozdzielczości 16 Mpx.
Świetny smartfon, który ograniczono… aparatem
I tu dochodzimy do elementu, który może być dla wielu osób największym rozczarowaniem. Z tyłu znajdziemy bowiem główny aparat 50 Mpx z optyczną stabilizacją obrazu, ale towarzyszy mu jedynie 2-megapikselowy czujnik głębi. W praktyce oznacza to brak zarówno obiektywu ultraszerokokątnego, jak i teleobiektywu, co znacząco ogranicza możliwości fotograficzne urządzenia.

To o tyle dziwne, że przy tak dopracowanej reszcie specyfikacji aż prosiło się o bardziej uniwersalny zestaw aparatów. Zamiast tego użytkownik otrzymuje konfigurację, która sprawdzi się głównie w podstawowych scenariuszach. W efekcie iQOO Z11 staje się przykładem sprzętu, który mógł być znacznie bardziej kompletny, gdyby producent nie poszedł na kompromisy w tym jednym obszarze.
Poza tym smartfon oferuje wszystko, czego można oczekiwać w tej klasie: głośniki stereo, silnik liniowy osi X, NFC, Wi-Fi 6, Bluetooth 5.4 oraz nawet port podczerwieni. Nie zabrakło także podwyższonej odporności na wodę i pył zgodnej z normami IP68 i IP69. Całość zamknięto w obudowie ważącej około 216 gramów.
Jest też tańsza alternatywa i konkretne ceny
Obok głównego modelu zadebiutował również iQOO Z11x, który celuje w bardziej budżetowy segment. Oferuje on mniejszą, choć nadal dużą baterię 7050 mAh, ekran LCD 120 Hz oraz słabszy procesor Dimensity 7400. To propozycja dla mniej wymagających użytkowników, którzy nadal chcą długiego czasu pracy.

Jeśli chodzi o ceny, to prezentują się one następująco:
- 8GB/256GB – 2299 juanów (~1240 złotych),
- 12GB/256GB – 2499 juanów (~1350 złotych),
- 16GB/256GB – 2799 juanów (~1510 złotych),
- 12GB/512GB – 2999 juanów (~1615 złotych),
- 16GB/512GB – 3399 juanów (~1830 złotych).
Na ten moment wszystko wskazuje na to, że urządzenie pozostanie dostępne głównie na rynku chińskim, więc jego oficjalny debiut w Polsce jest mało prawdopodobny.
Nie da się ukryć, że iQOO Z11 to jeden z ciekawszych smartfonów w swojej klasie, zwłaszcza jeśli ktoś szuka sprzętu z bardzo długim czasem pracy i wysoką wydajnością. Ogromna bateria, szybkie ładowanie i ekran 165 Hz robią swoje i trudno przejść obok tego modelu obojętnie. Z drugiej strony decyzja o ograniczeniu zaplecza fotograficznego może sprawić, że część użytkowników po prostu go odrzuci. I właśnie dlatego mamy tu do czynienia ze sprzętem, który jest bardzo blisko bycia hitem, ale ostatecznie nim nie zostaje.
Źródło: vivo
Chcesz być na bieżąco? Śledź ROOTBLOG w Google News!