Chiński producent po raz kolejny postanowił zrobić coś „po swojemu” za sprawą premiery OPPO K15 Pro i OPPO K15 Pro+, która pokazuje, że nawet w segmencie średniaków można jeszcze próbować się wyróżnić i to nie tylko specyfikacją, ale też podejściem do designu oraz chłodzenia. To urządzenia, które już na pierwszy rzut oka sugerują, że powstały z myślą o graczach i bardziej wymagających użytkownikach, choć nie wszystko jest tu tak jednoznaczne, jak mogłoby się wydawać.
Futurystyczny design i aktywne chłodzenie. OPPO idzie w stronę gamingu
Już sam wygląd zdradza, że OPPO K15 Pro nie celuje w najbardziej zachowawczych użytkowników. Producent postawił na mocno futurystyczną stylistykę – na tylnym panelu pojawiają się paski LED oraz charakterystyczny świetlny pierścień, który przywodzi na myśl sprzęt gamingowy lub estetykę znaną z Cyberpunka. To nie jest subtelny smartfon i zdecydowanie nie każdemu przypadnie do gustu, ale trudno mu odmówić wyrazistości.

Na tym jednak nie koniec. Oba modele wyposażono w fizyczny wentylator chłodzący, co wciąż jest rzadkością w smartfonach. Co ciekawe, producent twierdzi, że nawet przy maksymalnych obrotach generowany hałas nie przekracza około 30 dB, a przy niższym obciążeniu jest praktycznie niesłyszalny. Jednocześnie udało się zachować odporność na wodę na poziomie IPX9, co w przypadku konstrukcji z aktywnym chłodzeniem brzmi dość ambitnie. Całość uzupełnia rozbudowany system odprowadzania ciepła o powierzchni sięgającej nawet 7000 mm² oraz obejmujący m.in. komorę parową i warstwy grafitowe. W praktyce ma to pomóc utrzymać stabilną wydajność podczas dłuższych sesji w grach.
Dwa modele, podobna filozofia, ale różnice są wyraźne
Choć OPPO K15 Pro i OPPO K15 Pro+ są do siebie bardzo podobne, to producent zadbał o kilka istotnych różnic. Podstawowy model korzysta z układu MediaTek Dimensity 8500 (w wersji „Super”), natomiast wariant z plusem sięga po znacznie mocniejszy Dimensity 9500s, który jest taktowany wyżej i oferuje lepszą wydajność w bardziej wymagających zastosowaniach. W obu przypadkach mamy do czynienia z 12 GB RAM LPDDR5X oraz pamięcią masową – odpowiednio UFS 3.1 w słabszym modelu i szybszym UFS 4.1 w droższym.



Różnice widać także na froncie, gdzie OPPO K15 Pro oferuje ekran AMOLED o przekątnej 6,59 cala i odświeżaniu 144 Hz, podczas gdy OPPO K15 Pro+ podbija stawkę do 6,78 cala i aż 165 Hz. Oba panele mają rozdzielczość zbliżoną do 1.5K i wysoką jasność, co powinno przełożyć się na komfortowe użytkowanie również na zewnątrz.
Nie mniej istotne są baterie, a producent zastosował ogniwa krzemowo-węglowe o bardzo dużej pojemności 7500 mAh w OPPO K15 Pro i aż 8000 mAh w wersji Pro+. Towarzyszy im szybkie ładowanie przewodowe o mocy odpowiednio 80 W i 100 W, a dodatkowo pojawia się wsparcie dla ładowania obejściowego, co z kolei docenią gracze. W podstawowym modelu znajdziemy też funkcję ładowania zwrotnego.


Zaplecze fotograficzne pozostaje wspólne dla obu urządzeń, a więc na tyle znajdziemy zestaw 50 Mpx z optyczną stabilizacją obrazu oraz 8 Mpx z obiektywem ultraszerokokątnym. Z przodu ulokowany został natomiast aparat 16 Mpx. To solidny, ale dość standardowy zestaw jak na tę półkę.
Cena i dostępność. Dobrze, ale niekoniecznie dla nas
Ceny nowości OPPO w Chinach prezentują się następująco:
Oppo K15 Pro
- 12GB/256GB – 3199 juanów (~1725 złotych),
- 12GB/512GB – 3499 juanów (~1885 złotych).
Oppo K15 Pro+
- 12GB/256GB – 3699 juanów (~1990 złotych),
- 12GB/512GB – 4199 juanów (~2260 złotych).

Na papierze wygląda to całkiem rozsądnie, ale problemem (przynajmniej z perspektywy polskiego użytkownika) jest dostępność. Wszystko wskazuje na to, że modele te pozostaną wyłącznie na rynku chińskim. Co więcej, nawet gdyby trafiły do Europy, to mogłyby mieć trudne zadanie w starciu z agresywnie wycenioną konkurencją, szczególnie ze strony marek takich jak POCO, które w ostatnim czasie mocno podkręciły stosunek ceny do możliwości.
Nie da się ukryć, że OPPO K15 Pro to urządzenia, które próbują zrobić coś inaczej. Aktywne chłodzenie, gamingowy design i ogromne baterie to elementy, które faktycznie mogą przyciągać uwagę i mieć realne zastosowanie. Z drugiej strony, nie każdy potrzebuje wentylatora w smartfonie, a tak wyrazista stylistyka może być dla części użytkowników zwyczajnie zbyt agresywna. To więc propozycja dla konkretnej grupy odbiorców – graczy i entuzjastów nowych technologii, niż uniwersalny hit dla mas. Szkoda tylko, że wiele wskazuje na to, że europejscy użytkownicy nie będą mieli okazji przekonać się o tym na własnej skórze.
Chcesz być na bieżąco? Śledź ROOTBLOG w Google News!