Smartwatche pod lupą instytucji! Miliony urządzeń nie powinny trafić do sprzedaży

Smartwatche pod lupą instytucji! Miliony urządzeń nie powinny trafić do sprzedaży
fot. Luke Chesser (źródło: Unsplash)

Smartwatche od kilku lat przestały być jedynie dodatkiem do smartfona i dla wielu użytkowników stały się codziennym narzędziem do monitorowania zdrowia, aktywności fizycznej i snu, a producenci chętnie podkręcają marketing, obiecując coraz bardziej zaawansowane funkcje. Problem w tym, że rzeczywistość coraz częściej rozmija się z deklaracjami, a instytucje nadzorcze w Europie i poza nią zaczynają patrzeć producentom na ręce znacznie uważniej.

Smartwatche ponownie sprawdzane. Miliony urządzeń z poważnymi wadami

Rok 2025 przyniósł kolejną falę kontroli, których wyniki nie pozostawiają złudzeń. Niemiecka Federalna Agencja Sieci poinformowała, że tylko w ciągu jednego roku wykryto poważne nieprawidłowości w aż 7,7 miliona urządzeń elektronicznych. W tej grupie znalazły się również smartwatche, które mimo atrakcyjnych opisów i szerokiej dostępności nie spełniały unijnych wymogów technicznych oraz formalnych.

Część wykrytych problemów dotyczyła braków w dokumentacji, nieprawidłowego oznakowania CE czy braku danych umożliwiających identyfikację producenta lub importera. Znacznie poważniejsze były jednak przypadki, w których urządzenia przekraczały dopuszczalne normy emisji zakłóceń elektromagnetycznych. Tego typu wady mogą prowadzić do realnych problemów w codziennym użytkowaniu, wpływając chociażby na działanie domowych routerów, sprzętu sieciowego czy innych urządzeń elektronicznych znajdujących się w pobliżu.

Fałszywy pomiar zdrowia to nie detal. Symulowana glukoza pod ostrzałem

Szczególną uwagę niemieckiej instytucji przyciągnęły smartwatche reklamowane jako urządzenia zdolne do pomiaru poziomu glukozy we krwi. Jak wykazały kontrole, w wielu przypadkach nie był to rzeczywisty pomiar, a jedynie symulowany odczyt niemający żadnej wartości diagnostycznej. To kluczowe, bo mówimy o funkcji, która dla osób z problemami zdrowotnymi może mieć ogromne znaczenie.

Modele oferujące taką „funkcję” trafiły do unijnego systemu szybkiego ostrzegania Safety Gate jako produkty nienadające się do sprzedaży. Mimo to Federalna Agencja Sieci nadal znajdowała je zarówno w sprzedaży internetowej, jak i stacjonarnej. W samym 2025 roku zidentyfikowano 1266 podejrzanych ofert dotyczących smartwatchy i urządzeń radiowych, a rok wcześniej było ich jeszcze więcej. Co istotne, podobne ostrzeżenia już wcześniej opublikowała amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków, jasno wskazując, że obecnie na rynku nie ma smartwatchy, które bez zewnętrznego monitora byłyby w stanie wiarygodnie zmierzyć poziom glukozy we krwi.

Kontrole w sklepach i online. Skala problemu jest większa, niż się wydaje

Niemiecki urząd nie ograniczył się wyłącznie do rynku internetowego. W 2025 roku sprawdzono ponad 2,1 tysiąca typów urządzeń w handlu stacjonarnym, podczas gdy rok wcześniej było ich 1,54 tysiąca. Wyniki są alarmujące, ponieważ aż 58 procent skontrolowanych typów sprzętów nie spełniało obowiązujących wymogów. Łącznie dotyczyło to około 1,9 miliona urządzeń.

Równolegle prowadzono działania we współpracy z niemieckim urzędem celnym. Tylko w 2025 roku zgłoszono ponad 8,2 tysiąca podejrzanych przesyłek jeszcze na etapie wprowadzania ich na rynek unijny. Zdecydowana większość z nich nie otrzymała zgody na dalszą dystrybucję, co pokazuje, jak duża część niezgodnych produktów próbuje trafić do europejskich konsumentów już na etapie importu.

Polska też sprawdza smartwatche. Problem nie ogranicza się do Niemiec

Również w Polsce temat smartwatchy znalazł się pod lupą instytucji. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów poinformował o wynikach kontroli przeprowadzonych przez Inspekcję Handlową w kilku województwach. Od czerwca do października 2025 roku sprawdzono 30 modeli słuchawek bezprzewodowych i smartwatchy dostępnych w 21 sklepach stacjonarnych. Zdecydowana większość badanych urządzeń pochodziła z Chin, a pojedyncze egzemplarze z Wietnamu.

Inspektorzy analizowali nie tylko dokumentację i oznakowanie, ale również zawartość niebezpiecznych substancji, takich jak ołów, rtęć, kadm czy chrom. W czterech modelach wykryto przekroczenie dopuszczalnych norm ołowiu, sięgające ponad 1500 mg/kg przy obowiązującym limicie wynoszącym 1000 mg/kg. To istotne, bo ołów nie tylko szkodzi zdrowiu, ale również stanowi zagrożenie dla środowiska, zwłaszcza na etapie utylizacji elektroodpadów.

W efekcie część smartwatchy została wycofana ze sprzedaży, a UOKiK wszczął postępowania administracyjne wobec producentów i importerów. W pojedynczych przypadkach, gdzie wykryto wyłącznie uchybienia formalne firmy zdecydowały się na szybkie działania naprawcze.

Rozwój technologii, ale i rosnąca odpowiedzialność

Cała sytuacja pokazuje, że rynek smartwatchy rozwija się szybciej niż skuteczna kontrola jakości i zgodności z przepisami. Producenci kuszą nowymi funkcjami zdrowotnymi, często balansując na granicy marketingu i dezinformacji, a użytkownicy nie zawsze mają świadomość, że tanie i efektownie opisane urządzenie może nie spełniać podstawowych norm bezpieczeństwa.

Dla konsumentów to wyraźny sygnał ostrzegawczy. Smartwatche coraz częściej ingerują w obszary związane ze zdrowiem i bezpieczeństwem, dlatego deklaracje producentów powinny być traktowane z dużą ostrożnością. Z kolei dla instytucji nadzorczych to dowód, że kontrole zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i online pozostają niezbędne, bo problem nie znika, a jedynie zmienia skalę i formę.

Źródło: Notebookcheck

Chcesz być na bieżąco? Śledź ROOTBLOG w Google News!