Strona główna Felietony Era G1 - powROOT do korzeni #1

Era G1 – powROOT do korzeni #1

-

Jest rok 2008. iPhone od roku szaleje na rynku mobilnym. Tymczasem Google postanawia ugryźć kawałek „smartfonowego tortu” i wydaje światu smartfon HTC Dream. Dostępny w T-Mobile jako model G1. Polska musiała poczekać do 2009. Dziś przyjrzymy się mu z bliska, po niemal 11 latach.

G1 – pierwsze podejście Google

Młodsi mogą nie wiedzieć, jednak w tamtych czasach, zamiast T-Mobile mieliśmy Erę, która dopiero z czasem stała się znanym obecnie T-Mobile. I tak na całym świecie telefon od Google był sprzedawany pod magentowym szyldem, u nas zaś – pod niebieskim. W Erze. Pierwszy telefon z Androidem, który na zawsze odmienił rynek. Co ciekawe, jego wygląd z początku miał być zupełnie inny, jednak po premierze pierwszego iPhone’a, postanowiono przeprojektować urządzenie. Finalnie dostaliśmy całkiem ciekawą konstrukcję. W dniu premiery było to najlepsze możliwe i jedyne urządzenie z Androidem. Jak zniosło próbę czasu? Sprawdźmy to!

SPECYFIKACJA

Urządzenie w dniu premiery cechowało się topowymi parametrami. Oto one:

  • Wymiary i waga: 117 x 55.7 x 17.1 mm, 158 g
  • Wyświetlacz: TFT LCD 3.2 cala, 320×480
  • SoC: Qualcomm MSM7201A wraz z grafiką Adreno 130
  • RAM: 192MB
  • Pamięć wewnętrzna: 256MB (z możliwością rozszerzenia przez kartę MicroSD)
  • Aparat główny: 3.15 Mpix
  • Bateria: 1150 mAh
  • Oprogramowanie: Android 1.6 Donut
  • Łączność: Wi‑Fi 802.11 b/g, Bluetooth 2.0, MiniUSB
  • Dodatkowe: Fizyczna klawiatura QWERTY, Trackball

WYGLĄD I JAKOŚĆ WYKONANIA

Kiedyś telefony nie były tak smukłe jak dzisiaj. Era G1 to mały „klocek”, niemniej jednak, w dłoni leży całkiem przyjemnie. Niewielki wyświetlacz (choć jak na tamte czasy, to jeden z większych) bez problemu daje się obsłużyć jedną ręką, a całość dopełnia kulka, czyli trackball, która służy do nawigacji po całym systemie. Dodatkowa jej zaleta to podświetlenie, gdy otrzymamy powiadomienie. Ponadto, dla wyższego komfortu pisania (przypomnijmy, były to czasy w których większość korzystała z komórek o fizycznych klawiaturach) otrzymaliśmy wysuwaną klawiaturę QWERTY. I przyznam szczerze – nawet dziś wygodnie się z niej korzysta. W połączeniu z wyżej wspomnianym trackballem, bardzo przyjemnie nawiguje się po systemie.

Oprócz wspomnianego trackballa, front zajmuje sporo przycisków. Kojarzona raczej z klasycznymi komórkami zielona i czerwona słuchawka, przycisk menu, home i wstecz. Na górze znajdziemy głośnik do rozmów i diodę stanu baterii, oraz charakterystyczne logo Ery.

Tył jest dosyć pusty, bo jedyne co tam znajdziemy to główny głośnik i malutki aparat.

Po rozsunięciu urządzenia ukazuje nam się fizyczna klawiatura urządzenia. Jest dobrze wyprofilowana – przyjemnie się na niej pisze. Z fizycznymi klawiaturami głównie kojarzy się wszystkim BlackBerry, ale jednak i HTC miało pewien epizod.

Na dole urządzenia, pod zaślepką, znajdziemy port MiniUSB, z niestandardowo wyprofilowanym kształtem (pamiętam, jak wiele lat temu widząc ten port, zastanawiałem się jaki to rodzaj złącza, właśnie ze względu na kształt, który nie pasował do żadnego ze znanych standardów). W lewym dolnym rogu z kolei, umieszczono slot na kartę pamięci. A gdzie jack? Nie znajdziemy go tu. Wtedy na brak złącza słuchawkowego nikt nie narzekał, a chyba każdy pamięta, jak mocno krytykowane było Apple za usunięcie go w iPhone 7. Ciekawa ironia, nieprawdaż?

EKRAN

Ekran jest.. mały. Patrząc wstecz, nie sądziłem, że w przyszłości na 3 calowy ekran będę mówił „mały”. Trzeba jednak pamiętać, że w tamtych czasach standardem były ekrany o przekątnej do 2 cali. 3.2″ z Ery G1 było więc sporym przełomem. Niestety ekran wykonano w technologii TFT, a ilość kolorów to 65K. Jasność minimalna nie jest zła, jednak maksymalna pozostawia wiele do życzenia. W słońcu wyświetlacz jest w zasadzie nieczytelny, mimo jasnego tła.

CODZIENNE UŻYTKOWANIE

Ponownie, spojrzymy tutaj z dwóch stron. W dniach świetności było naprawdę dobrze, urządzenie pozwalało na wiele, można było jasno odczuć, że mamy do czynienia z miniaturowym komputerem, a nie zabawką. Jak jednak Era G1 wypada dziś? Cóż. Niemal żadna aplikacja nie da się zainstalować w swojej obecnej wersji, a te starsze, w większości nie łączą się już z serwerami. Nie ma mowy o użyciu sklepu Google Play (wtedy zwanego Android Market), pamięci wewnętrznej jest zdecydowanie za mało, by ten w ogóle się zaktualizował.

Jednak muszę przyznać jedno – jako awaryjne urządzenie, do muzyki, SMSów, odbierania połączeń czy na upartego – sprawdzenia pogody w sieci, jak najbardziej się nada. Demon prędkości to to nie jest, ale i tak niesamowicie imponujące jest to, że tak stare urządzenie, dalej pozwala na zalążek funkcji znanych z dzisiejszych smartfonów.

APARAT

Cóż. Jest. I to w sumie tyle co można o nim powiedzieć. Już w dniu premiery nie był zachwycający, na rynku było wiele klasycznych komórek z lepszymi obiektywami. Ot choćby, legendarny Sony Ericsson K800i. Dziś tym bardziej, jedyne co mogę pozytywnie w tym aparacie ocenić, to fakt, że istnieje, więc coś możemy nim zarejestrować. Zdjęcia robione w dzień są słabe, sprane, aczkolwiek na plus zasługuje ostrość. Po zmroku jest źle, robienie zdjęć G1 nie ma sensu. Poniżej macie przykładowe zdjęcia, jakie robi ten smartfon.

Era G1 – smartfon który spopularyzował robocika

Wiele można mówić o pierwszym smartfonie Google. Trzeba jednak przyznać – gdyby nie on, pewnie Android nie byłby tym, czym jest dzisiaj. Spory wpływ na to jak wyglądało i działało urządzenie miał oczywiście wpływ pierwszy iPhone. Google nad swoim smartfonem pracowało na długo przed premierą iPhone’a. I wtedy urządzenie miało wyglądać zupełnie inaczej.

Brak dotykowego ekranu, zupełnie inne proporcje. Przyznacie chyba, że choć wygląda to ciekawie, to jednak Era G1 jaką znamy, jest zdecydowanie przyjemniejsza, niż to, czym miała być wcześniej. Jak wspominam to urządzenie? Bardzo dobrze. Kawał historii, z którego jestem niesamowicie dumny. Tym bardziej, że miałem możliwość pokazać wam, jak to wszystko się zaczęło.

A wy mieliście Erę G1? Dobrze ją wspominacie?

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej