Od zawsze byłem fanem komputerów stacjonarnych. Nie miałem większej styczności z laptopami, gdyż zawsze wymagałem jak największej wydajności wraz z możliwością rozbudowy/wymiany podzespołów. Czy Yoga 530 zaspokoił moje aktualne potrzeby? Zapraszam na recenzję naprawdę niezłego laptopa do multimediów.

Specyfikacja Lenovo Yoga 530

  • Wymiary i waga: 328 x 17.6 x 229 mm, 1.57 kg (z baterią)
  • Ekran: błyszczący, 14 cali FullHD, 60 Hz, dotykowy
  • Procesor: AMD Ryzen 2200U, 2 rdzenie (4 wątki), 2.5 GHz (w turbo 3.4 GHz)
  • Karta graficzna: AMD Radeon Vega 3
  • RAM: 8 GB DDR4
  • Pamięć wewnętrzna: 128 GB SSD
  • Łączność: Bluetooth, WiFi 802.11 a/b/g/n/ac,
  • Audio: dwa głośniki Harman z technologią Dolby Audio™Premium, wbudowany mikrofon
  • Dostępne porty: 2x USB 3.1, 1x USB typu C 1x HDMI, 1x złącze Combo Jack 3.5 mm, port ładowania
  • Bateria: 4-komorowa, 45 Wh (5730 mAh)
  • Oprogramowanie: Windows 10 w trybie S (64 bity)
  • Dodatkowe: brak napędu optycznego, 2-stopniowo podświetlana klawiatura, kamera internetowa 1 Mpix, czytnik kart pamięci
  • Cena w momencie pisania tekstu: 2749 zł w sklepie x-kom.pl

Wygląd i wykonanie

Moje pierwsze wrażenie co do tego laptopa to było stwierdzenie, iż mamy tu do czynienia z drożej wyglądającym sprzętem, niż jest „na papierze”. Jego obudowa z zewnątrz została wykonana z tworzywa sztucznego o matowym wykończeniu w grafitowym kolorze. Dość szybko złapał mikroryski i jakieś przetarcia. W środku, obszar wokół klawiatury i touchapada to szczotkowane aluminium. Spasowanie elementów było niezłe, nic nie trzeszczało, skrzypiało. Podczas pisania na klawiaturze obudowa się nie uginała. Jak na swoją cenę, uważam, że wykonanie jest na naprawdę wysokim poziomie. Niejeden model z oferty konkurencji ma obudowę w pełni z plastiku i do tego gorzej spasowaną.

Po lewej stronie znajdziemy złącze zasilania, port HDMI, USB 3.1, USB typu C oraz Combo Jack 3.5 mm. Zaś po przeciwnej mamy przycisk zasilania, czytnik kart pamięci, USB 3.1 oraz Kensington Lock. Brakuje tutaj złącza RJ-45, by podpiąć przewód Ethernet, a niestety w zestawie producent nie dorzuca takiego akcesorium.

Ekran

Lenovo Yoga 530 wyposażony jest w błyszczącą matrycę wykonaną w technologii IPS. Jej rozdzielczość to 1080p i w połączeniu z 14 calami przekątnej zapewnia bardzo dobrą jakość wyświetlanego obrazu. Jednakże, podczas wieczornych seansów serialowych można było zauważyć trochę nierównomierne podświetlenie, w lewym dolnym rogu ekranu było mniejsze niż na środku. Nie zmienia to jednak faktu, iż byłem zadowolony z niego.

 

Możliwość korzystania z niego przez dotykowy ekran jest sporą zaletą. Bardzo wygodnie przeglądało się Facebooka czy czytało poranne wiadomości ze świata technologii, podczas gdy mogłem wszystko przewijać palcem. Przyjemnie też robi się notatki właśnie przy użyciu tej właściwości.

Klawiatura i touchpad

Jeśli mowa o laptopie do codziennego użytkowania, to klawiatura powinna również być pozytywną cechą takowego sprzętu. Tak też jest właśnie w Yoga 530, gdzie niskoprofilowa klawiatura z 2-stopniowym podświetleniem świetnie sprawdza się podczas pisania. Jest cicha, ma dobre rozmieszczenie klawiszy, a dzięki wcześniej wspomnianemu podświetleniu świetnie sprawdza się do pisania w późnych godzinach wieczornych.

yoga 530

O touchpadzie nie mogę również powiedzieć złego słowa. Ma on obsługę gestów, gdzie dwoma palcami korzystamy z niego jak ze scrolla w myszce. Trzema palcami natomiast przesuwając w bok aktywujemy kombinację klawiszy Alt + Tab, a w górę – nawigowanie między pulpitami w Windows 10. Jest to bardzo przydatna funkcja i duży plus za takie możliwości.

yoga 530

Jak sprawuje się Yoga 530?

Przede wszystkim, to laptop dla tych, co cenią sobie mobilność. Bez problemu zmieści wam się do plecaka, a dzięki niewielkiej wadze wasze plecy nie powinny narzekać na nadmierne obciążenie. Głównie użytkowałem go do przeglądania internetu, oglądania seriali czy pisania dla was artykułów. W końcu, do takich zastosowań został stworzony. Nie napotkałem żadnych problemów podczas prawie miesiąca korzystania z niego. Budżetowy układ mobilny od czerwonych bardzo dobrze sobie radził z takimi zadaniami. Niestety, nie jest to najmocniejsza jednostka. Niestety, osoby, które wymagają mocnego procesora, bo przykładowo renderują dużo filmów, mogą być rozczarowane. W benchmarku Cinebench uzyskałem wynik 325 punktów w wielordzeniowym teście, zaś przy wykorzystaniu jednego rdzenia – 125 punktów.

Nie nagrzewał się nadmiernie, zazwyczaj temperatura nie przekraczała 60 stopni Celsjusza. Nie oznacza to jednak, że przy maksymalnym obciążeniu nie potrafi dobić do wysokich temperatur. Wykonałem testy używając programu OCCT do obciążenia układu Ryzen 2200U oraz HWMonitor do pomiaru temperatur oraz zegarów procesora. Przy osiągnięciu 73 stopni zegar został zbity do 3.25 GHz, a gdy osiągnął 78 stopni – 2.5 GHz. Przy tym taktowaniu temperatura ustabilizowała się przy 63 stopniach. Jeśli chodzi o sam układ chłodzenia, a dokładniej wentylatory, to są bardzo ciche. Nawet przy maksymalnych obrotach nie były one bardzo głośne. Całościowo, kulturę pracy oceniam naprawdę dobrze.

Przyjemnie też słucha się na nim muzyki. Głośniki sprawują się nawet nieźle jak na wbudowane. Nic nie skwierczało, trzeszczało, z przyjemnością wieczorami zasiadałem do oglądania ulubionego serialu. Standardowo jednak, brakowało tu trochę basu. (Nie)ciekawie robi się w kwestii dźwięku na słuchawkach. Co jakiś czas było słychać tak, jakby ktoś ustawił głośność na maksymalny poziom, a wysokie tony podbił do maksimum. Nie do końca wiem, co było przyczyną tego i nie udało mi się znaleźć rozwiązania. Natomiast, pomijając tę kwestię, było naprawdę dobrze, delikatnie podbite basy, głośny dźwięk.

Dodam też słów parę o czytniku linii papilarnych w jaki ten model został wyposażony. Jest on, hmm… No po prostu słaby, zazwyczaj próba odblokowania go przy użyciu tego zabezpieczenia kończyła się pytaniem o PIN. Nie ma on nawet podejścia do tego, znanego mi z mojego smartofonu, Xiaomi Mi A1. Szkoda, bo widzę potencjał w jego zastosowaniu, ale jego dokładność, a raczej jej brak, no po prostu leży…

yoga 530

Czy „joga” przydaje się w grach?

Jak już wspomniałem, do przeglądania internetu, pisania czy oglądania nadaje się świetnie, ale co z grami? Postanowiłem sprawdzić to na przykładzie popularnej gry MOBA, League of Legends. Po zmianie ustawień na najniższe, przy rozdzielczości FullHD, średnio uzyskiwałem 65 klatek na sekundę. Gorzej było w większych teamfight’ach, gdzie klatki spadały nawet do 35. Ostateczny werdykt? Jak widać, w coś tam mało wymagającego można popykać, ale na pewno nie będzie to najprzyjemniejsza rozgrywka.

Bateria i zasilanie

W przypadku zwykłego surfowania po internecie, laptop ten wytrzymywał mi około 5 godzin na jednym ładowaniu. Jeśli natomiast zamierzamy coś pooglądać online, to wynik ten skraca się do 3 godzin. Czy uważam, że to dużo? Myślę, że to taki przeciętny wynik.

yoga 530

Niestety, ciężko jest mi się odnieść do czegoś z własnego doświadczenia, bo, jak we wstępie wspomniałem, raczej korzystałem ze stacjonarek. Dodam tylko, że dosyć szybko się ładuje, w lekko ponad godzinę, jeśli się go wyłączy, naładujemy go do 100%.