Kolejne słuchawki i kolejne przemyślenia na ich temat. Recenzję niestety nie mogą pojawiać się częściej z prostego powodu – mam tylko jedną parę uszu. Tym razem przedstawimy coś naprawdę budżetowego. Sprawdźcie jak wypadły Nabolang F910 Sport earphone!

Zawartość opakowania

Słuchawki przychodzą w czarnym pudełku, na którym znajdują się tak naprawdę wszystkie informacje, które mogłyby nas interesować. Z tyłu znajdziemy całą specyfikację, a z przodu informację o modelu. W środku nie znajdziemy niczego zaskakującego. Oprócz samych słuchawek, które znajdują się w zabezpieczającej gąbce w środku znajdują się trzy pary gumeczek w rozmiarach S, M oraz L. Bez wątpienia nie można tego opakowania przypisać do segmentu premium jak to miało miejsce w przypadku VJJB K4 czy VE Monk, ale w sumie to tylko opakowanie i liczy się to co jest w środku.

Wygląd i budowa

Nabolang F910 udało mi się kupić za około 6$. Teoretycznie na Aliexpress, gdzie je kupiłem, widnieje regularna cena 29,99$, ale nie radzę się nią sugerować. Słuchawki cały czas są w cenie poniżej 10$. I tą cenę widać w jakości wykonania. Słuchawki są dość lekkie co sprawia wrażenie tandetności. Kopułki wkładane w ucho wykonane są w plastiku, który nie napawa optymizmem. Plusem jest wygląd. Do mnie dokanałówki te przyszły w czarnej kolorystyce i wyglądają naprawdę w porządku. Wtyczka mini – jack jest w moim odczuciu najlepiej wykonaną częścią słuchawek. Tutaj nie mam się do czego przyczepić.

Specyfikacja techniczna

  • Pasmo przenoszenia: 20-20000 Hz
  • Impedancja: 16 Ohm +-15%
  • Czułość: 95 dB
  • Kabel: 1.2 metra
  • Przetworniki 10mm oraz 6mm
  • Jack: 3.5 mm, prosty
  • Mikrofon -42dB

Wrażenia odsłuchowe Nabolang F910 Sport Earphone

Tak jak w przypadku poprzednich recenzji tak i tutaj źródła nadal są identyczne:

  • xDuoo X2 z FW 6.0 oraz 7.0
  • Huawei P8 Lite
  • HTC One
  • iPod Video 5.5G zarówno z wzmacniaczem SMSL SAM-4 jak i bez. Zainstalowany RockBox.
  • laptop Acer V15 Nitro

Nabolang F910 to słuchawki, z których recenzją miałem największy problem. Pierwszy odsłuch był trudny. Słuchawki grały źle i naprawdę myślałem, że rzucę je w kąt i już do nich nie wrócę. Jednak nie ma co oceniać książki po okładce. Audiofilem nie jestem, ale nie raz słyszałem o wygrzewaniu sprzętu. Postanowiłem spróbować. Po jakiś 20-30 godzinach odsłuchu (który nie był najprzyjemniejszą rzeczą na świecie) słuchawki całkowicie zmieniły swój charakter.

Niestety nie mogą powiedzieć, że jest to świetne brzmienie. Jest co najwyżej poprawne. Mała impedancja umożliwia użytkowanie słuchawek z praktycznie każdym odtwarzaczem. Bas jest wyczuwalny, ale jest go znacząco za mało. Nabolang F910 nie są zbyt szczegółowe i tak naprawdę w wielu przypadkach nie usłyszymy wszystkich elementów, z których składa się utwór.

Ogromną zaletą moim zdaniem jest wygoda. Słuchawki są duże, a bez problemu trzymają się w uszach i już po chwili o nich zapominamy. U mnie swoje zastosowanie znalazły na siłowni. Tam jakość dźwięku nie jest mi tak naprawdę potrzebna, a muzyka ma być jedynie tłem do ćwiczeń. Bardzo dobrze wypadł także mikrofon. Dźwięk jest czysty, więc rozmówcy nie mają problemów z zrozumieniem co do nich mówimy.

PRZEGLĄD RECENZJI
Wygląd i jakość wykonania
6
Wygoda
8
Jakość dźwięku
6
Stosunek ceny do jakości
7
Poprzedni artykułRecenzja xDuoo X2 – przenośnego odtwarzacza muzyki dla każdego
Następny artykułRecenzja czajnika Xiaomi Mi Mijia Kettle
Student Automatyki i Robotyki na AGH w Krakowie. Z technologią związany od najmłodszych lat. Fan szybkich smartfonów, ciekawych słuchawek i dobrego piwa.