Strona główna Systemy operacyjne Android Nexus One - powROOT do korzeni #6

Nexus One – powROOT do korzeni #6

-

Witajcie w kolejnym wpisie z serii powROOT do korzeni. Dziś na tapecie prawdziwy klasyk – pierwszy smartfon z legendarnej serii urządzeń od Google – Nexus One. Jak zniósł próbę czasu? Jaki był gdy się pojawił? Wszystkiego dowiecie się w tym wpisie. Zapraszam na podróż w przeszłość!

No. 1

Nexusy to chyba jedna z moich najbardziej lubianych serii smartfonów pracujących na systemie Android. Ci bardziej w temacie wiedzą, że Nexusów już nie ma – na ich miejscu pojawiły się Pixele, które dla odmiany w całości należą do Google. Smartfony z serii Nexus były bowiem produkowane przez inne marki, ale na zlecenie Google. Mogły jednak korzystać z własnych rozwiązań stylistycznych, kodu nazewnictwa czy dumnego umiejscowienia logo na pleckach. Dzisiaj przyjrzymy się pierwszemu przedstawicielowi tej legendarnej serii czyli Nexus One, stworzonemu przez HTC.

Wierzcie mi lub nie, ale ktokolwiek kto miał urządzenie HTC z tamtych lat, od razu poczuje dejavu. Już na pierwszy rzut oka widać stylistyczne podobieństwa i w zasadzie taki motyw przyświeca całej serii Nexus. W tych smartfonach było czuć który producent je robił, o czym z resztą z pewnością przekonacie się w przyszłych wpisach. Niemniej, dzisiejszym bohaterem jest Nexus One.

Czas więc spojrzeć na jego specyfikację. A ta, jak na rok wydania, była imponująca. Pozwalała na bezproblemowe korzystanie ze wszystkich dostępnych wtedy aplikacji. Urządzenie debiutowało w styczniu 2010 roku i co ciekawe – nigdy nie było dostępne w Polsce. Przynajmniej nie w sklepach. W związku z czym Polskiego języka w systemie nie uświadczymy.

SPECYFIKACJA

  • Wymiary i waga: 119×59.8×11.5mm, 130g
  • Wyświetlacz: AMOLED 3.7 cala, 480×800
  • SoC: Qualcomm Snapdragon S1 (QSD8250), wraz z grafiką Adreno 200
  • RAM: 512MB
  • Pamięć wewnętrzna: 512MB (z możliwością rozszerzenia przez kartę MicroSD)
  • Aparat główny: 5 Mpix, AF
  • Bateria: 1400mAh
  • Oprogramowanie: Android 2.3.6
  • Łączność: Wi‑Fi 802.11 a/b/g, Bluetooth 2.1, MicroUSB, Jack 3.5mm
  • Dodatkowe: Trackball

Jak widać, parametry Nexusa One prezentują się znakomicie. Jedyny „brak” (choć smartfony z tamtych lat raczej jeszcze nie miały tego aż tak spopularyzowanego) to przednia kamerka. Selfie z ręki zatem odpadają, chyba, że w lustrze.

WYGLĄD I JAKOŚĆ WYKONANIA

W kwestii designu, jak już wcześniej wspomniałem – typowe HTC. Obudowa wykonana jest w 90% z tworzywa sztucznego (pokryta gumowanym materiałem), jednak jaśniejsza ramka jest metalowa, co dodaje wrażenia solidności. Ekran pokryto szkłem hartowanym.

Front urządzenia to w głównej mierze wyświetlacz i przyciski pojemnościowe, niemniej prócz nich, do nawigacji możemy wykorzystać także trackball.

Warto odnotować, że trackball ten może służyć również jako dioda powiadomień. Żeby było ciekawiej – nad wyświetlaczem też znajdziemy kolorową diodę. Ta jednak sygnalizuje nas jedynie o stanie baterii. Taka mieszanka diodek.

Z tyłu urządzenia znajdziemy aparat, diodę flesza, mikrofon do wyłapywania szumów otoczenia, a także głośnik dzwonków/muzyki. Nie możemy zapomnieć również o logo Google i dumnym logo wykonawcy czyli HTC.

Na dolnej krawędzi urządzenia możemy znaleźć złącze MicroUSB, a także piny stacji dokującej czy otwór mikrofonu.

Lewy bok to jedynie przyciski głośności. Mają przyjemny skok i są stosunkowo dobrze wyczuwalne pod palcem.

Prawy bok jest zupełnie pusty.

Górną krawędź zdobi złącze słuchawkowe 3.5mm, jak również włącznik.

EKRAN

Wyświetlacz – AMOLED. Perfekcyjna czerń, świetne kąty widzenia, nasycone kolory. Cud, miód i orzeszki. Tylko z jasnością maksymalną jest nieco gorzej. Co prawda nawet w jasnym słońcu jest on czytelny, jednak daleko mu do poziomu dzisiejszych urządzeń. No ale, pamiętajmy, że 10 lat temu to był i tak niemalże szczyt możliwości technologicznych. Tak jak w przypadku poprzednio opisywanego modelu, tutaj także rozdzielczość wynosi 480×800. Niestety ze względu na typ układu pikseli – PenTile – owe piksele są widoczne gołym okiem. Nie jakoś mocno, ale jak się przyjrzeć, to są. Ogólnie jednak ekran oceniam bardzo dobrze. AMOLEDy zawsze mają u mnie plusa za czerń i kolory.

CODZIENNE UŻYTKOWANIE

Cóż, jak to starszy Android – bez szaleństw, aczkolwiek lekkie aplikacje w zubożonych wersjach, powinno dać się uruchomić. Jako odtwarzacz muzyki także się sprawdzi. Nie możemy zapominać także o kluczowej funkcji telefonu – dzwonienie. To także sprawdzi się bez zarzutu. A redagowanie SMSów dzięki trackballowi jest całkiem przyjemne. Pozostając w temacie tej kuleczki – niesamowicie ułatwia korzystanie z urządzenia. Pozwala precyzyjnie wybierać elementy, zaznaczać treści, jest szybka i wygodna w obsłudze. Jedyne czego bałbym się na dłuższą metę – zbieranie kłaczków z kieszeni spodni. Warto ją zatem regularnie przeczyścić i powinna posłużyć długo. Moja jest w stanie idealnym, jak widać na załączonych zdjęciach. Ogólnie przyjemnie mi się korzystało z tego Nexusa. Stylistyka HTC w połączeniu z czystym Androidem, to sama przyjemność.

APARAT

Element który zaskoczył mnie chyba najmocniej, zwłaszcza pod kątem zdjęć makro. Będąc zupełnie szczerym – nie spodziewałem się takiej jakości od takiego staruszka. Jasne, już wcześniej można było zakupić telefony które robiły świetne zdjęcia – jednakże wczesne smartfony, tak mniej więcej do roku 2012-2013 cechowały się raczej przeciętnymi aparatami z kategorii „pamiątkowe zdjęcie z wycieczki do Świebodzina” – trochę niewyraźne, rozmazane, ale pamiętam kto tam stał, to rozpoznam. O zdjęciach makro mowy nie było. Nexus One jednak daje radę. Co więcej, nawet zdjęcia po zmroku wychodzą znośne i coś tam na nich idzie zobaczyć, chociaż złapanie ostrości jest mocno utrudnione. Zakres dynamiki jednak nie rzuca na kolana, przez co zdjęcia w których pod kątem pada bardzo jasne słońce, wychodzą często prześwietlone. Poniżej możecie zobaczyć przykładowe fotografie.

NEXUS ONE – SZYBKO ZAPOMNIANA LEGENDA

Cóż, z Nexusami to ogólnie historia była dosyć pokrętna, jednak dalsze analizy tej serii, pozostawię na kolejne wpisy poświęcone jej przedstawicielom. Sam Nexus One mimo bycia świetnym urządzeniem, nie cieszył się ogromną popularnością (co i tak nie przeszkodziło fanom modyfikacji z forów pokroju XDA do stworzenia setek genialnych ROMów – kolejna kluczowa cecha całej serii Nexus), głównie za sprawą niezbyt udanych początków Google w handlu urządzeniami (kto by pomyślał?). Sprzedaż na wyłączność w Google Store, krótka dostępność – to nie mogło skończyć się dobrze. A jednak – Nexus One zebrał swoje grono fanów, którzy wyczekiwali następcy. I doczekali się. A jaki on był? O tym dowiecie się w przyszłości.

Źródło: GSMArena

Czy zatem polecam rozważenie zakupu takiego Nexusa One jako pamiątki, zapasowego telefonu? Jeszcze jak! Tylko, jak zawsze, jest jedno ale… Nie idzie go dostać. Odkąd go mam, regularnie obserwuję lokalny rynek używanych urządzeń z czystej ciekawości i z przykrością stwierdzam – w ciągu ostatnich 5-ciu lat, widziałem może z jedną sztukę, w dodatku zniszczoną. Istnieje prawdopodobieństwo, że rynek zagraniczny ma się trochę lepiej, jednak tam ceny są, jak to się mówi „nie na naszą kieszeń”. Reasumując – jak ktoś się na niego natrafi, to gorąco polecam, ale nie gwarantuję suckesywnego znalezienia. Nawet teraz, na dzień powstawania tego tekstu – zero ofert. Jedynie obudowy czy baterie.

Mieliście Nexusa One? Jaki był waszym zdaniem? Dajcie znać w komentarzach!

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej