Spis treści
Marka Nothing zdążyła już przyzwyczaić nas do nieszablonowego wzornictwa i odważnych decyzji projektowych. Na nasz redakcyjny warsztat trafiły słuchawki Nothing Ear (a) / 3A. Sprawdziliśmy, czy za unikalnym, przezroczystym designem idzie równie imponujące brzmienie oraz jak w praktyce radzi sobie jedno z najbardziej zachwalanych ANC na tej półce cenowej.

Design i jakość wykonania: Transparentny powiew świeżości
Jeśli na rynku bezprzewodowych pchełek brakuje Wam oryginalności, Nothing po raz kolejny przychodzi z odsieczą. Model Ear (3a) pełnymi garściami czerpie z DNA marki. W sprzedaży znajdziemy wersję białą, klasyczną czarną oraz dwie najbardziej rzucające się w oczy – wersję żółtą i różową. Ta pierwsza trafiła do naszych testów.
Etui ładujące zachowało charakterystyczne przezroczyste wieczko, przez które widać wnętrze z kolorowym akcentem. Same „pchełki” to kwintesencja estetyki retro-futuryzmu:
- Główka słuchawki utrzymana jest w wybranym kolorze wiodącym i zwieńczona elastycznymi, silikonowymi nakładkami.
- Ogonek (pałąk) jest w dużej mierze półprzezroczysty, odsłaniając obwody drukowane i komponenty elektroniczne.
To niezwykle „nerdowski” sznyt – w najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Słuchawki wyróżniają się z tłumu monotonnych i niemal identycznych konstrukcji konkurencji.
Co równie istotne, oryginalny wygląd idzie w parze ze świetną jakością wykonania. Spasowanie elementów stoi na najwyższym poziomie – nic nie trzeszczy, nie ma ostrych krawędzi, a tworzywa użyte do produkcji sprawiają wrażenie trwałych i odpornych na codzienne użytkowanie.


Ergonomia i sterowanie: Pewny chwyt i ściskanie
Nothing zrezygnował z przypadkowych paneli dotykowych na samych słuchawkach – na rzecz sterowania przez ściskanie i dotykanie ogonków. To rozwiązanie doskonale znane m.in. z AirPods Pro, które w codziennym użytkowaniu sprawdza się bezbłędnie:
- Odpowiednia liczba naciśnięć pozwala na przełączanie utworów, pauzowanie czy obsługę połączeń.
- Przytrzymanie (ściśnięcie i zablokowanie na ułamek sekundy) aktywuje przypisane funkcje, np. przełączanie trybów redukcji szumów.
Dzięki temu eliminujemy irytujące, przypadkowe dotknięcia podczas poprawiania słuchawki w uchu czy podczas treningu.

Jakość dźwięku: Fani basu będą zachwyceni, ale equalizer to konieczność
Jak Nothing Ear (3a) radzą sobie z muzyką? Krótka odpowiedź: grają poprawnie, choć dźwiękowi brakuje nieco przestrzeni i głębi.
Fabryczny profil akustyczny został wyraźnie nastrojony z myślą o miłośnikach mocnego uderzenia. Dół pasma jest wyeksponowany, gęsty i potrafi zdominować resztę pasm:
- W muzyce popowej czy utworach musicalowych dominujące bębny i syntezatorowy sub-bas mają tendencję do przysłaniania partii wokalnych.
- Scenie brakuje nieco oddechu – separacja instrumentów mogłaby być bardziej precyzyjna.
Dobra wiadomość jest taka, że przetworniki mają spory zapas możliwości. Kluczem do sukcesu jest aplikacja i wbudowany equalizer. Standardowy, domyślny tryb „zrównoważony” nie jest najlepiej zoptymalizowany pod uniwersalny odsłuch. Wystarczy jednak lekka korekta – lekkie podbicie średnicy i wycofanie najniższych rejestrów – by wokale odzyskały naturalną barwę, a całość nabrała pożądanej czystości.

By lepiej to zobrazować, posłuchajcie na własne uszy jak brzmią te słuchawki – poniżej znajdziecie nagranie wykonane za pomocą specjalnego mikrofonu odsłuchowego, który imituje ludzkie ucho.
ANC i rozmowy: Prawdziwa gwiazda programu
O ile brzmienie wymaga chwili cierpliwości w aplikacji, o tyle aktywna redukcja szumów (ANC) to absolutny majstersztyk w tej klasie.
System wygłuszania działa na poziomie, którego można by oczekiwać od konstrukcji znacznie droższych:
- Monotonne dźwięki tła: szum domowego klimatyzatora, buczenie silników w samolocie czy wentylacja w biurze znikają niemal całkowicie.
- Gwar miejski: ruch uliczny zostaje zredukowany do bezpiecznego, ledwo słyszalnego tła.
ANC pozwala odciąć się od świata i w pełnym skupieniu zanurzyć w podcaście, audiobooku czy ulubionej playliście. W tej kategorii Nothing zasłużył na ocenę celującą.
A tak brzmi to w rzeczywistości.
Mikrofon i połączenia głosowe
W kwestii rozmów słuchawki prezentują solidny, średni poziom:
- W spokojnym otoczeniu głos jest czysty i naturalny.
- Algorytmy odszumiające skutecznie eliminują hałas wiatru czy ulicy, jednak przy bardzo głośnym otoczeniu procesor dźwięku potrafi zauważalnie zmodulować barwę głosu, nadając mu lekko metaliczny wydźwięk. Rozmówca bez trudu nas zrozumie, ale nie ma tu mowy o studyjnej czystości.



Podsumowanie: Czy warto kupić Nothing Ear 3A?
Nothing Ear (3a) to słuchawki pełne §kontrastów, które ostatecznie zostawiają po sobie bardzo dobre wrażenie. Z jednej strony otrzymujemy fantastyczną jakość wykonania, unikatowy, geekowski design oraz ANC, które deklasuje większość rywali w tym segmencie cenowym. Z drugiej – brzmienie po wyjęciu z pudełka jest mocno przebasowione i wymaga poświęcenia kilku minut w aplikacji, aby zagrało tak, jak powinno.
Czy warto? Jeśli szukacie stylowych pchełek z bezkompromisowym wyciszeniem do podróży, pracy w biurze i codziennego słuchania podcastów – będziecie zachwyceni. Jeśli jednak jesteście purystami audio oczekującymi idealnie zbalansowanego brzmienia prosto z pudełka, przed zakupem warto przygotować się na odpowiednie dostrojenie słuchawek w aplikacji.
Plusy i minusy
| ZALETY | WADY |
|---|---|
| Znakomite, bezkonkurencyjne w tej klasie ANC | Fabryczne brzmienie zbyt zdominowane przez bas |
| Unikatowy, częściowo przezroczysty design (świetny żółty wariant) | Przeciętna przestrzeń i głębia sceny dźwiękowej |
| Bardzo wysoka jakość wykonania i spasowania | Konieczność ręcznej korekty w equalizerze |
| Intuicyjne sterowanie poprzez ściskanie ogonków | Mikrofon silnie przetwarza głos w trudnych warunkach |
| Wysoki komfort noszenia | Domyślny profil dźwięku słabo zoptymalizowany |
Nasza ocena:
- Design i wykonanie: 9.5/10
- Funkcjonalność i ANC: 9.5/10
- Jakość dźwięku (fabryczna / po EQ): 6.5/10 / 8.7/10
- Jakość rozmów: 7/10
Ocena końcowa: 8.5 / 10
Słuchawki kupicie w cenie bliżonej do ~400 zł klikając ten link. 😊
Chcesz być na bieżąco? Śledź ROOTBLOG w Google News!