Strona główna Audio Pamu Scroll nie podbiły mojego serca. Czy warto je kupić?

Pamu Scroll nie podbiły mojego serca. Czy warto je kupić? [RECENZJA]

-

Pamu Slide podbiły zarówno Indiegogo jak i moje serce. Teraz w moje ręce trafił kolejny model słuchawek bezprzewodowych tego producenta. Pamu Scroll mają, przynajmniej według zapewnień firmy, świetny stosunek ceny do możliwości, długi czas pracy na jednym ładowaniu oraz niecodzienny wygląd mający przyciągnąć wzrok. Jak słuchawki te wypadają w rzeczywistości? Zapraszamy na recenzję!

Specyfikacja Pamu Scroll

  • Pasmo przenoszenia 20-20000 Hz
  • Impedancja 16 dB
  • Czułość 97 dB
  • Bluetooth 5.0
  • Czas działania podczas odtwarzania muzyki: 3,5 godziny, czas działania podczas rozmów: 5h
  • Certyfikat wodoodporności IPX6
  • Bateria o pojemności 55 mAh (w każdej ze słuchawek)
  • Stacja ładująca będąca też power bankiem z ogniwem o pojemności 500 mAh
  • Wymiary: 19,7 x 17 x 27 mm
  • Cena: 79 dolarów (ok. 305 zł)

Wygląd i jakość wykonania

Zacznijmy od samych dokanałówek. Pamu Scroll wyglądają praktycznie dokładnie tak jak wszystkie inne słuchawki TWS dostępne na rynku. Nie zabrakło paneli dotykowych pozwalających na sterowanie odtwarzaną muzyką, a same kopułki zostały wykonane z dwukolorowego tworzywa. Każda ze słuchawek została wyposażona także w diodę LED, która informuje użytkownika o stanie urządzenia. Niestety, ale diody te nieustannie migają także w momencie, gdy połączy już dokanałówki ze swoim smartfonem. I tak jak w ciągu dnia ciężko to zauważyć, tak w nocy było już to momentami irytujące.

Ciekawostką jest pokrowiec, który pełni także rolę banku energii oraz ładowarki. Otwierana część została wykonana ze sztucznej skóry i to ma sprawić, że sprzęt ten będzie wyróżniać się na tle konkurencji i jednocześnie przyciągać wzrok. W rzeczywistości wewnętrzna wersja skóry dość mocno się brudzi i mam wrażenie, że prędzej czy później element ten poprzez swoje zużycie nie będzie wyglądał tak dobrze. Dodatkowo pokrowiec ten jest tak duży, że nie byłem w stanie schować go do kieszeni w spodniach. Oczywiście zimą nie jest to dużym problemem, ponieważ kieszeń kurtki bez problemu go mieści, ale latem nie wyobrażam sobie noszenia dodatkowego plecaka czy torby, w którym mógłbym schować Pamu Scroll. Sam pokrowiec jest ładowany przy pomocy portu MicroUSB. Przyznam szczerze, że w słuchawkach za ponad 300 zł chciałbym, aby wykorzystano jednak USB-C. Jakość wykonania jest niezła, ale niczym nie powala.

Bateria

Czas pracy na jednym ładowaniu moim zdaniem jest dość ważną kwestią w przypadku słuchawek TWS. Według producenta Pamu Scroll powinny na działać przez około 3,5 godziny bez konieczności ładowania. Jak jest w rzeczywistości? Bardzo podobnie. W moim przypadku słuchawki były w stanie grać bez przerwy przez jakieś 3 godziny, a pokrowiec pełniący także rolę banku energii pozwala nam naładować dokanałówki trzy razy. Ładowanie powerbanka trwa jakieś 2 godziny, a samych słuchawek niewiele ponad godzinę.

Wygoda użytkowania i działanie

I tutaj muszę trochę ponarzekać. Tak naprawdę jestem użytkownikiem, który nie ma problemu z tym, że dokanałówki wypadają mu z ucha. Wystarczy, że dobiorę odpowiednią wielkość silikonowych gumek i wszystko trzyma się na miejscu. W przypadku Pamu Scroll było jednak inaczej. Niezależnie od tego jak bym z nich korzystał po jakimś czasie te wypadały mi z uszu. W przypadku uprawiania jakiegokolwiek sportu bez przerwy trzeba było uważać, aby ich najzwyczajniej w świecie nie zgubić.

Kolejnym problemem jest to, że Pamu Scroll potrafią przerywać dźwięk w najmniej oczekiwanym momencie. I to niezależnie od podłączonego urządzenia czy stanu baterii w samych słuchawkach. Zdarzało się, że używałem dokanałówek przez kilka dni i nic nie przerywało, a po chwili przerwy występowały co kilka sekund. Oczywiście nie były to problemy z zasięgiem, bo zdarzało się to nawet w momencie, gdy siedziałem przy biurku a smartfon leżał obok mnie.

Na plus zasługuje mikrofon, który całkiem nieźle zbiera dźwięk i pozwala w komfortowy sposób prowadzić rozmowę. Panele dotykowe pozwalają na włączenie oraz wyłączenie słuchanej muzyki, a także zmianę utworu czy wybudzenie asystenta głosowego.

Jakość dźwięku

Na koniec zostawiłem to co najważniejsze w przypadku słuchawek czyli to jak one grają. Przyznam szczerze, że po korzystaniu z Pamu Slide wiele oczekiwałem także po tańszym modelu bezprzewodowych dokanałówek tego producenta. Niestety, ale dość mocno się rozczarowałem. Scena w Pamu Scroll jest naprawdę niewielka. Już dawno nie spotkałem się z tym, aby dźwięk był tak przytłaczający. Słuchając muzyki czujemy jakby wszystkie instrumenty znajdowały się dosłownie w tym samym miejscu. I dla mnie to już na starcie skreśliło te słuchawki.

Pamu Scroll charakteryzują się bardzo basową sygnaturą. Niestety, ale nie oznacza to nic dobrego, ponieważ najniższe pasma zostały tak podkręcone, że zalewają inne częstotliwości. Wysokich tonów praktycznie nie ma. Jednocześnie bas wcale nie zachwyca niskim zejściem czy głębią, a zalanie innych częstotliwości sprawia, że tracimy naprawdę wiele szczegółów.

Oczywiście osoby, które nie przykładają aż tak dużej uwagi do jakości dźwięku zapewne nie byłyby rozczarowane Pamu Scroll, ale uważam, że wydając ponad 300 zł na bezprzewodowe dokanałówki powinniśmy oczekiwać czegoś więcej. Dodatkowo moim zdaniem takie Xiaomi AirDots, a co dopiero AirDots Pro grają zdecydowanie lepiej, a jednocześnie możemy kupić je dużo taniej i to z pełną gwarancją realizowaną w naszym kraju.

Czy warto rozważyć zakup Pamu Scroll?

Pamu Scroll to słuchawki, które nie podbiją serca osób lubiących jakość dźwięku. Mam wrażenie, że producent chciał stworzyć coś co będzie po prostu przyciągać wzrok i zapomniał o tym, że bezprzewodowe dokanałówki to nie tylko wygląd, a przede wszystkim właśnie jakość brzmienia. Moim zdaniem w cenie 300 zł można kupić dużo lepsze słuchawki i nad Pamu Scroll nawet bym się nie zastanawiał.




Wygląd i jakość wykonania
7
Bateria
8
Wygoda
6
Brzmienie
5
Stosunek ceny do możliwości
4

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej