Spis treści
Przez lata chińscy producenci przyzwyczaili klientów do prostego schematu, w którym topowy smartfon oferował flagową wydajność, mocne aparaty i bogate wyposażenie, a przy tym kosztował wyraźnie mniej niż konkurencyjne modele od największych marek. Taka strategia pozwoliła firmom z Chin zbudować silną pozycję na rynku, ale wygląda na to, że ten model biznesowy może wkrótce przestać działać. Coraz więcej wskazuje na to, że ceny najdroższych urządzeń będą rosnąć szybciej, niż życzyliby sobie tego klienci, a problem ma źródło znacznie głębiej niż tylko w inflacji czy marketingowych decyzjach producentów.
Ceny flagowych smartfonów mogą przekroczyć psychologiczną granicę
Podczas jednej z niedawnych transmisji na żywo prezes Xiaomi, Lu Weibing zasugerował, że jeszcze przed końcem 2026 roku flagowy smartfon w klasycznej formie od chińskich producentów może przekroczyć psychologiczną granicę 10 000 juanów, czyli około 5400 złotych w przeliczeniu. To kwota, która jeszcze kilka lat temu wydawała się zarezerwowana głównie dla najbardziej luksusowych konfiguracji iPhone’ów czy topowych modeli z serii Galaxy Ultra. Warto jednak pamiętać, że mowa o cenie na rynku chińskim, a europejskie wyceny po doliczeniu podatków, kosztów logistycznych i lokalnych narzutów potrafią być zauważalnie wyższe.
Dla porównania, zaprezentowany pod koniec 2025 roku Xiaomi 17 Ultra startował w Chinach od 6999 juanów za wersję z 12 GB RAM i 512 GB pamięci na dane, natomiast najmocniejsza konfiguracja z 16 GB RAM i 1 TB przestrzeni kosztowała 8499 juanów. W Polsce najdroższy wariant został wyceniony początkowo na 6999 złotych. Lu Weibing nie sprecyzował jednak, czy wspomniana granica 10 000 juanów miałaby dotyczyć bazowej wersji, czy najwyższej konfiguracji. Jeśli chodziłoby o model podstawowy, to oznaczałoby to naprawdę potężny wzrost ceny i to nawet o około 50% względem obecnej generacji. W praktyce pewnym wydaje się, że kolejny flagowy smartfon będzie droższy, ale pytanie brzmi jedynie, jak bardzo.
Pamięci DRAM i NAND coraz droższe. AI tylko pogłębia problem
Xiaomi wskazuje bardzo konkretny powód tej sytuacji, jakim jest gwałtownie rosnące ceny modułów pamięci DRAM oraz NAND flash. To właśnie one od lat pozostają jednym z kluczowych elementów nowoczesnych urządzeń, a obecnie osiągają bardzo wysoki pułap cenowy. Według prezesa Xiaomi presja na rynku może utrzymywać się nie tylko przez najbliższe miesiące, ale nawet do 2027 lub 2028 roku. Problem nie dotyczy zresztą wyłącznie Xiaomi, lecz praktycznie całej branży elektronicznej.
Sytuację dodatkowo komplikuje rozwój sztucznej inteligencji. Dzisiejszy flagowy smartfon coraz częściej musi oferować lokalne funkcje AI, inteligentną obróbkę zdjęć, tłumaczenia offline czy zaawansowane modele językowe działające bez stałego połączenia z chmurą. Wszystkie te rozwiązania wymagają dużych zasobów pamięci operacyjnej i magazynowej. O te same komponenty walczą jednak nie tylko producenci telefonów, ale też firmy rozwijające serwery AI, producenci laptopów, konsol czy centrów danych. Budowa nowych fabryk pamięci trwa latami i dlatego nie da się po prostu szybko zwiększyć podaży oraz ustabilizować cen.
To oznacza, że podwyżki mogą nie ograniczyć się wyłącznie do najdroższych urządzeń. W ostatnich latach nawet tańszy smartfon zaczął otrzymywać więcej pamięci RAM, bo wymagały tego zarówno systemy operacyjne, jak i nowe funkcje. W średniej półce normą stało się już 8 GB lub 12 GB RAM, a producenci coraz częściej promują AI jako jedną z najważniejszych funkcji. Problem w tym, że jeśli pamięć dalej będzie drożeć, to firmy staną przed trudnym wyborem: albo podniosą ceny, albo zaczną ciąć specyfikację. To może oznaczać wolniejszy rozwój, mniej ambitne urządzenia lub ograniczenie części nowych funkcji wyłącznie do najdroższych modeli.
Xiaomi porzuciło projekt ultrasmukłego smartfona
Lu Weibing zdradził także inną ciekawostkę, która pokazuje, jak trudne technologicznie stają się dziś ambitne projekty. Xiaomi pracowało nad ultrasmukłym smartfonem, który miał konkurować z konstrukcjami pokroju Galaxy S25 Edge, iPhone Air czy Motorolą Edge 70. Urządzenie według przecieków miało nosić nazwę Xiaomi Air i wyróżniać się bardzo cienką obudową poniżej 6 mm grubości.
Nie oznaczało to jednak rezygnacji z mocnej specyfikacji, ponieważ mówiło się o 6,59-calowym wyświetlaczu o rozdzielczości 1,5K, procesorze Qualcomm Snapdragon 8 Elite Gen 5, baterii o pojemności od 5000 do 5999 mAh oraz aparacie głównym o rozdzielczości 200 Mpx. Taka konfiguracja na papierze wyglądała imponująco, ale właśnie tutaj pojawił się problem. Xiaomi miało dojść do wniosku, że stworzenie tak cienkiego urządzenia bez poważnych kompromisów jest po prostu zbyt trudne i zbyt kosztowne. Projekt został więc anulowany.
To dobrze pokazuje, że branża smartfonów zaczyna dochodzić do momentu, w którym pogoń za coraz bardziej efektownymi konstrukcjami i coraz większymi liczbami może zderzyć się z brutalną ekonomią. Klienci chcą więcej pamięci, większych baterii, mocniejszego AI i coraz lepszych aparatów, ale każdy z tych elementów kosztuje. A kiedy ceny komponentów rosną, to producenci muszą szukać oszczędności albo przerzucać koszty na kupujących.
Rynek smartfonów może wejść w nową erę
Jeszcze niedawno chiński smartfon premium był dla wielu osób synonimem świetnego stosunku ceny do możliwości. Dziś coraz częściej pojawia się pytanie, czy ten model biznesowy nie zaczyna się kończyć. Jeśli ceny pamięci nadal będą rosły, a presja związana z AI nie osłabnie, to producenci mogą zostać zmuszeni do przewartościowania swoich strategii. Możliwe, że rynek zwolni, a kolejne generacje nie będą już przynosić tak dużych zmian jak kiedyś.
Nie można też w nieskończoność podnosić cen. W pewnym momencie klienci po prostu zaczną dłużej korzystać ze starszych urządzeń i będą odkładać zakup nowego telefonu. Dla użytkowników może to oznaczać oszczędność, ale dla producentów konieczność przemyślenia całego rynku na nowo. Na razie wszystko wskazuje jednak na to, że tani flagowy smartfon może wkrótce stać się tylko wspomnieniem.
Źródło: Gizmochina
Chcesz być na bieżąco? Śledź ROOTBLOG w Google News!