Spis treści
Rynek komputerów osobistych znalazł się w dość nietypowym momencie, gdyż rosnące zapotrzebowanie na pamięci ze strony centrów danych i infrastruktury związanej ze sztuczną inteligencją coraz mocniej wpływa na ceny podzespołów dla zwykłych konsumentów. Intel zamierza wykorzystać tę sytuację na swoją korzyść i z jednej strony chce utrzymać przy życiu starsze, tańsze platformy, a z drugiej przygotowuje dużą ofensywę w segmencie wydajnych komputerów stacjonarnych.
Intel nie zamierza skreślać Raptor Lake. Wręcz przeciwnie
Jednym z nieoczywistych skutków gwałtownego wzrostu cen pamięci jest ponowne zainteresowanie procesorami Intel Raptor Lake. Mowa przede wszystkim o układach Core i3, Core i5, Core i7 i Core i9 13. oraz 14. generacji, których oznaczenia rozpoczynają się od 13xxx i 14xxx. Procesory te debiutowały w latach 2022-2024, więc w świecie nowych technologii trudno już określać je mianem świeżych konstrukcji. W normalnych warunkach ich popularność powinna stopniowo maleć wraz z pojawianiem się kolejnych generacji, ale obecna sytuacja na rynku podzespołów zmienia kalkulację wielu kupujących.
Kluczową zaletą Raptor Lake jest możliwość zbudowania relatywnie niedrogiego komputera w oparciu o starszą platformę LGA 1700 oraz pamięci DDR4. Dla użytkownika, który nie potrzebuje najnowszych technologii i przede wszystkim chce uzyskać dobry stosunek ceny do wydajności, taki zestaw może być znacznie bardziej atrakcyjny od komputera korzystającego z droższych komponentów nowej generacji. Co ważne, Intel nie zamierza w najbliższym czasie sztucznie ograniczać dostępności tych procesorów. Robert Hallock, wiceprezes firmy potwierdził, że producent zwiększa ich produkcję, aby uzupełnić zapasy i pomóc ustabilizować ceny. Warto wspomnieć, że Raptor Lake ma pozostać w ofercie jeszcze przez co najmniej kilka lat.
Na tę sytuację reagują również producenci płyt głównych. Na rynek ponownie trafia więcej konstrukcji z podstawką LGA 1700, szczególnie takich, które pozwalają wykorzystać tańsze moduły DDR4. To ważne, bo sam procesor nie wystarczy do zbudowania komputera. Jeśli Intel rzeczywiście chce uczynić starszą platformę sposobem na ograniczenie kosztów całego peceta, to potrzebny jest odpowiednio szeroki ekosystem. Wszystko wskazuje na to, że właśnie w tym kierunku zmierza sytuacja. Co więcej, Intel ma w przyszłym roku przygotować także kolejne jednostki bazujące na starszej architekturze, a mianowicie serię Raptor Lake Next. To dość nietypowe posunięcie, ale w obecnych realiach może mieć sporo sensu.
Intel może zyskać dzięki kryzysowi pamięci
Nie chodzi jednak wyłącznie o sprzedaż starszych procesorów. Intel może wykorzystać obecne problemy rynku do odzyskania zainteresowania zwykłych użytkowników komputerów. Tzw. RAMagedon jest efektem ogromnego popytu na pamięci ze strony firm budujących centra danych oraz infrastrukturę dla chmury i sztucznej inteligencji. Największe podmioty są gotowe składać bardzo duże zamówienia i płacić za nie z wyprzedzeniem, przez co producenci mają ograniczone możliwości zwiększania podaży komponentów przeznaczonych dla rynku konsumenckiego. W rezultacie drożeją całe zestawy komputerowe, a użytkownik szukający peceta w rozsądnej cenie zaczyna zwracać uwagę na rozwiązania, które jeszcze niedawno były uznawane za przestarzałe.
To może być dla Intela bardzo dobra okazja, gdyż firma niekoniecznie musi w tej chwili posiadać procesor wyraźnie szybszy od każdego Ryzena. Wystarczy, że zaoferuje układ wystarczająco wydajny, rozsądnie wyceniony i przede wszystkim dostępny. Różnica cenowa pomiędzy nowymi procesorami przeznaczonymi dla entuzjastów a starszymi konstrukcjami może z czasem stać się jeszcze bardziej zauważalna. Intel nie ukrywa przy tym, że rozwój nowych produktów nadal jest priorytetem, a utrzymywanie Raptor Lake w sprzedaży nie ma oznaczać porzucenia nowych generacji, lecz jest raczej próbą zagospodarowania dwóch zupełnie różnych grup klientów.
Nova Lake ma być wielkim powrotem Intela na desktop
Drugim elementem strategii jest Nova Lake. Intel chce tym razem mocniej skupić się na komputerach stacjonarnych i entuzjastach, zamiast traktować desktop wyłącznie jako kolejny etap po premierach rozwiązań serwerowych. Robert Hallock zapowiedział, że nowa generacja rdzeni najpierw trafi właśnie do komputerów stacjonarnych, najpewniej w ramach rodziny Core Ultra 400. To interesujący ruch, szczególnie w zestawieniu z planami AMD. Firma przygotowuje architekturę Zen 6, ale najpierw ma wprowadzić na rynek serwerowe procesory Epyc 9006, a dopiero później warianty przeznaczone do desktopów i laptopów. Intel może więc tym razem zaatakować konkurenta od strony użytkowników, dla których liczy się wydajność komputera domowego i gamingowego.
Nova Lake ma być dla Intela czymś więcej niż zwykłą aktualizacją oferty, a Hallock określa przygotowania do premiery jako jedne z najważniejszych w historii desktopowych procesorów firmy. Według dotychczasowych informacji nowe układy mają bazować na całkowicie nowej architekturze, a w segmencie konsumenckim mogą pojawić się konfiguracje wyposażone nawet w 28 rdzeni. Producent ma również pracować nad jednostkami ze zwiększoną pojemnością pamięci podręcznej, co jest szczególnie istotne w kontekście rynku gamingowego, ponieważ dodatkowa pamięć cache może być jednym ze sposobów na skuteczniejszą rywalizację z procesorami AMD Ryzen X3D wykorzystującymi technologię 3D V-Cache.
Intel ma coś do udowodnienia graczom
Entuzjaści nie powinni jednak przyjmować zapowiedzi Intela bez odpowiedniej dawki sceptycyzmu. Ostatnie lata nie były dla firmy łatwe, a szczególnie bolesnym doświadczeniem okazała się generacja Arrow Lake. Procesory Core Ultra 200S miały rywalizować z Ryzenami X3D w grach, a przed premierą Intel sugerował bardzo konkurencyjną wydajność. Rzeczywistość okazała się mniej korzystna i nowe jednostki początkowo wyraźnie przegrywały z Ryzenami X3D w zastosowaniach gamingowych, a w niektórych scenariuszach potrafiły wypadać słabiej nawet od poprzedniej generacji. Dopiero modele Core Ultra 200S Plus przyniosły wyraźniejszą poprawę, między innymi dzięki usprawnieniom oraz atrakcyjniejszym cenom.
Dlatego przy Nova Lake marketingowe deklaracje będą miały znacznie mniejsze znaczenie niż niezależne testy. Intel zdaje sobie z tego sprawę i sam przyznaje, że po ostatnich premierach część entuzjastów może podchodzić do zapowiedzi firmy z rezerwą. Jednocześnie producent chce pokazać, że przygotowuje się do długofalowej odbudowy pozycji na rynku desktopów i według deklaracji Hallocka firma ma mieć już zaplanowaną serię kolejnych premier aż do 2030 roku. Jeżeli Nova Lake rzeczywiście przyniesie wyraźny skok wydajności, szczególnie w grach, to sytuacja może zrobić się naprawdę interesująca. Na początku 2027 roku AMD powinno bowiem mieć już w ofercie procesory Zen 6, prawdopodobnie również warianty wyposażone w 3D V-Cache.
Intel stoi więc przed ciekawym zadaniem, bo z jednej strony może wykorzystać popularność starszych procesorów Raptor Lake, pamięci DDR4 i platformy LGA 1700, aby zaoferować tańszą drogę do wydajnego peceta w czasach rosnących cen pamięci. Z drugiej, Nova Lake ma przyciągnąć uwagę graczy i entuzjastów, którzy w ostatnich latach częściej spoglądali w stronę AMD. To połączenie może okazać się dla Intela wyjątkowo korzystne, ale tylko pod warunkiem, że nowe procesory muszą faktycznie dowieźć obiecywaną wydajność, a ich ceny nie mogą odstraszać klientów. W przeciwnym razie nawet najlepsza strategia nie wystarczy, by odwrócić niekorzystny dla firmy trend.
Źródło: Tom`s Hardware
Chcesz być na bieżąco? Śledź ROOTBLOG w Google News!