W lutym informowałem was o projekcie Ministerstwa Energii, wedle którego w Polsce miałyby się pojawić dopłaty do aut niskoemisyjnych. Teraz pojawiły się pierwsze poprawki, które będą nieść za sobą pewne ograniczenia. Przyjrzyjmy się temu!

Podstawowe założenia pozostały nie ruszone

Oznacza to dopłatę w wysokości 30% wartości pojazdu. Maksymalna kwota dopłaty do auta elektrycznego wynosić będzie 36 000 zł. Dla aut napędzanych gazem ziemnym (CNG/LNG) kwota ta będzie wyższa, będzie można liczyć na maksymalnie 75 000 zł. Tyle samo wyniesie wsparcie dla aut wodorowych. Warunki przyznania dopłaty się nie zmieniają. Oznacza to, że nabywca będzie musiał zadeklarować korzystanie z auta przez minimum dwa lata, dbając o jego stan techniczny. Co się zmieniło w projekcie, który opublikowało Ministerstwo Energii?

Ministerstwo Energii przeprowadziło konsultacje, które poskutkowały dość kluczowymi zmianami

Przede wszystkim pojawi się ograniczenie ceny pojazdu, który ma być objęty dofinansowaniem. Ma to zapobiec uzyskiwaniu dopłat do aut luksusowych. Moim zdaniem to słuszne obostrzenie. Podobne praktyki stosują także inne państwa, w których można ubiegać się o dopłaty do aut niskoemisyjnych. We Włoszech taki limit wynosi 50 tys. euro. Przy założeniu, że ten w Polsce wyniesie równowartość tej kwoty, to na dopłatę nie załapie się m. in. Audi e-Tron, Jaguar I-Pace, czy Mercedes EQC.

Mercedes EQC
Mercedes-Benz EQC

Zobacz też: Opel Corsa-e, najszybszy elektryk na Nürburgringu i nie tylko – Moto skROOT

Załapie się natomiast Renault ZOE, czy Nissan Leaf, który jest najpopularniejszym elektrykiem u nas. Innym ciekawym punktem, który pojawił się w poprawce, jest dofinansowanie także na pojazdy elektryczne inne niż auta. Będą to mogły być motorowery, trójkołowce, czy też rowery wspomagane napędem elektrycznym. Wszystko po to, by spopularyzować ekologiczne metody transportu. Nie ma co ukrywać, póki co auta niskoemisyjne to u nas nisza. Stąd też popieram aktualne plany Ministerstwa Energii, póki co projekt ten nastawia mnie raczej pozytywnie.

A co wy sądzicie o tym zagadnieniu? Czy myślicie, że dopłaty spopularyzują auta elektryczne, czy też te na gaz ziemny? Napiszcie w komentarzach!