Pierwszym telefonem Meizu, którego miałem przyjemność testować był model M6s – średniak, którego dość miło wspominam. Teraz w moje ręce trafiła znaczniej potężniejsza maszyna, czyli Meizu 16X. Czy on również zrobił na mnie pozytywne wrażenie? Tego dowiecie się z mojej recenzji.

UWAGA: Meizu 16X znany jest też jako Meizu 16, ale nie należy go mylić z prawdziwie flagowym Meizu 16th.

Specyfikacja Meizu 16X

  • wymiary i waga: 151 x 73.5 x 7.5 mm, 154 g
  • ekran: Super AMOLED 6”, 18:9 FHD+ (2160 x 1080), mBack
  • procesor: Qualcomm Snapdragon 710, 10 nm z grafiką Adreno 616 GPU
  • przednia kamera: 20 MP, f/2.0
  • tylna kamera: 12 MP, f/1.8, 1/2.3″, 1.55µm, 4-osiowa optyczna stabilizacja obrazu, dual pixel PDAF & laserowy AF + 20 MP, f/2.6, 1/2.6″, 1.0µm, AF
  • pamięci: 6 GB RAM, 64 (/128) GB ROM
  • bateria: 3100 mAh
  • oprogramowanie: Android Oreo 8.1 z nakładką Flyme 7.1.5.0G
  • kolory: czarny, biały, niebieski
  • inne: mTouch, czytnik linii papilarnych w ekranie, jack 3,5 mm
  • cena: 1799 zł za wersję, którą testuję (6/64)

Opakowanie i zestaw

Meizu 16X przychodzi w pudełku, które nie jest standardowe. Opakowanie od razu wzbudziło moją ciekawość i dało sygnał, że nie mam do czynienia z byle jakim telefonem, a urządzeniem z wyższej półki.

Otworzywszy pudełko, ujrzymy idealnie ułożone elementy: telefon, papierologię (w tym krótką instrukcję w języku polskim), ładnie zwinięty kabel USB typu C. Aby dostać się do kostki ładowarki i kluczyka do tacki SIM, należy odchylić skrzydełko z prawej strony, na którym jest logo Meizu.

To naprawdę smukły telefon

Pierwsze wrażenie podobno liczy się najbardziej. W przypadku Meizu 16X było to wrażenie bardzo cienkiego telefonu i urządzenia z wyższej półki. Telefon wykonany jest naprawdę z dobrej klasy materiałów, ale metalowy tył trochę za bardzo się palcuje.

Pomimo tego, że telefon jest cienki, ramka aparatu wystaje jedynie minimalnie, co komponuje się z wyglądem urządzenia. Poniżej obiektywów znalazły się diody doświetlające ułożone w kształt pierścienia. U góry i u dołu widnieją paski, które mało się wyróżniają i czasem ciężko je dostrzec. Jeśli chodzi o czarną wersję kolorystyczną, to według mnie nie jest ona zbyt interesująca. W rzeczywistości barwa wydaje mi się wpadać lekko w granatowy czy grafitowy kolor.

Na prawym boku znalazły się dobrze rozmieszczone przyciski, a u dołu głośnik, port USB typu C i złącze słuchawkowe. Tacka na dwie karty SIM wysuwa się z lewej strony, ale nie umieścicie tam karty pamięci. Krawędzie zostały zaoblone i przejście w ekran jest dość płynne, dlatego telefon dobrze leży w dłoni, jeśli przyzwyczaimy się do jego grubości. Sądzę, że bezproblemowo można go używać jedną dłonią.

Przód Meizu 16X to prawdziwy majstersztyk. Ramki są jedynie odrobinę większe niż we flagowej wersji, ale telefon wciąż wygląda bardzo dobrze. Podoba mi się ta symetria i zaokrąglenie rogów ekranu podobnie jak rogów telefonu. Umieszczenie przedniego głośnika u samej góry również wygląda świetnie.

AMOLED-owy ekran to coś, czego nie mogło zabraknąć

Meizu 16X został wyposażony w 6-calowy panel AMOLED, ale według mnie kolory na nim nie są tak „agresywne” jak miało to miejsce w przypadku testowanego przeze mnie Samsunga A7. Oczywiście może być to mała różnica, ale wydaje mi się, że tak właśnie jest i zaliczałbym to na korzyść Meizu, chyba że ktoś lubi bardzo mocno wyraziste barwy.

W praktyce nie ma się do czego przyczepić, ponieważ ekran „robi robotę”. Jasność minimalna oraz maksymalna są na odpowiednim poziomie. Jedynym mankamentem może być fakt, że zaokrąglenie rogów nie współpracuje idealnie ze wszystkimi aplikacjami, ale nie zauważyłem jakichś mocno irytujących błędów w tej kwestii. Fakt, iż jest to matryca AMOLED, umożliwia korzystanie z funkcji Always-on ukrytej w ustawieniach pod nazwą „Pozostaw włączony ekran”.

Działanie i system — tutaj powinno być lepiej

Gdybym miał wskazać jedną z wad Meizu 16X, to wskazałbym na system. Wydaje mi się, że telefon nie działa tak dobrze jak mógłby, aczkolwiek praca na nim wciąż jest przyjemna, jeśli przymknie się oko na niektóre niuanse. Aplikacje uruchamiają się szybko, także przełączanie pomiędzy nimi działa sprawnie. Warto tutaj zwróci uwagę na trzy sposoby nawigacji, które są dostępne tj. przycisk mBack, z którego ja korzystałem, a także nawigacja gestami czy tradycyjny pasek nawigacyjny Androida. Przycisk mBack przypomina mi rozwiązanie, które było w modelu M6s i również skutecznie tam działało: wystarczy dotknąć przycisk, aby cofnąć lub mocniej go nacisnąć, aby wrócić do ekranu głównego. Są też sposoby, by przełączać aplikacje przeciągając po pasku z przyciskiem. Wszystko wygląda pięknie, ale niestety nie wspiera tego w pełni nakładka tworzona przez messengerowy dymek. Wtedy nie powrócimy do ekranu głównego, a jedynie zamkną się aplikacje pod dymkiem (tam pojawi się ekran główny). Po pewnym czasie się do tego przyzwyczaiłem, ale wielka szkoda, że taki bug występuje.

Innymi zauważonymi przeze mnie nieprawidłowościami są nieprzetłumaczona opcja w ustawieniach (napis po chińsku) czy opcje, które powinny zostać wycięte w globalnej wersji systemu, np. asystent wygranych pieniędzy. Polecam też zmienić klawiaturę na GBoard lub inną, którą lubicie i nie męczyć się z TouchPalem. Irytujący błąd występuje również w aplikacji aparatu: nie zawsze działał mi przycisk nagrywania wideo, a czasem pojawiało się powiadomienie na temat wyszukiwania sieci (czyli w ogóle nie na temat), kiedy akurat szybko chciałem zrobić zdjęcie.

Niemniej jednak praca na Meizu 16X nie była bardzo zła i myślę, że ten telefon mógłby być moim „daily phonem”. Potwierdzenie dużej wydajności znajdziemy w popularnych benchmarkach:

W ten nieco zubożonej wersji flagowca Meizu postanowiło użyć czytnika linii papilarnych pod ekranem. To rozwiązanie dopiero raczkuje i naprawdę to widać. Owszem, brawa za wprowadzenie czegoś nowego i efektownego, jednak wciąż nie tak bardzo dopracowanego jak zwykłe czytniki. Zdarzyło mi się, że mój palec dość często nie był rozpoznawany, sam skan trwa też relatywnie długo i towarzyszy mu animacja podświetlająca linie papilarne. Sądzę, że szybsze jest nawet rozpoznawanie twarzy, które również znajduje się w Meizu 16X. Na zgaszonym ekranie nie zawsze wyświetlał mi się odcisk w miejscu, gdzie powinienem przyłożyć palec i, szczerze mówiąc, nie wiem od czego to zależy.

Myślę, że na drobną pochwałę zasługuje zarówno dźwięk na słuchawkach jak i z pojedynczego głośnika. W tym pierwszy przypadku możemy skorzystać z funkcji SquareSount i zaprogramowanych tam trybów, np. Power Bass, a także korektora. W Meizu 16X obecne są również gesty na zgaszonym ekranie, które opisywałem już w recenzji Meizu M6s. Najbardziej przydatny to ten, który służy do przełączania utworów.

Bateria jest po prostu standardowa

Bateria w Meizu 16X spisuje się dobrze, choć nie bardzo dobrze. Z moich obserwacji wynika, że telefon ma akumulator, który pozwala na około jeden dzień pracy – można się było spodziewać nieco lepszych wyników. Z drugiej strony na początku wydawało mi się, że bateria trzyma nawet nieco gorzej.

Pomocne w tej kwestii nie są też ustawienia dotyczące baterii, gdyż nie pokazują prawidłowego czasu na ekranie (zdarzyło mi się, że SoT malał wraz z używaniem). Dziwna opcja „Włącz pobór mocy” oznacza pokazanie wykresu, który obrazuje co działo się z baterią, a nie poboru mocy, więc po jej wyłączeniu Wasz telefon nie zacznie zużywać mniej energii 😉. W przeciwieństwie do dwóch trybów oszczędzania energii – pierwszy standardowy inteligentnie zarządza urządzeniem, aby przyoszczędzić, a drugi, superoszczędny, przełącza ekran główny w tryb czarno-biały, gdzie mamy do wyboru jedynie kilka aplikacji, w tym wiadomości, telefon oraz dwie przez nas wybrane. Nie ukrywam, że może być to bardzo pomocne jeśli zapomnimy naładować nasz telefon.

Jeśli chodzi o dostarczanie energii, to odbywa się ono przez port USB typu C. Producent nie chwali się oficjalnie z jaką mocą ładuje telefon (nawet na ładowarce nie ma wyszczególnione), jednak myślę, że technologia szybszego ładowania mCharge została tutaj zaadaptowana.

Aparat w Meizu 16X to strzał w dziesiątkę


Meizu 16X ma z flagowymi Meizu 16th nie tylko wspólną cyferkę w nazwie, ale też aparat. Dokładnie ten sam flagowy moduł znalazł się w nieco tańszej wersji, co pozytywnie odbiło się na jakości zdjęć. Jestem naprawdę zadowolony i pod wrażeniem fotek, jakie potrafi zrobić Meizu 16X i myślę, że mobilna fotografia to jedna z jego mocniejszych stron. Wydaje mi się jednak, że nie wszystkie zdjęcia wyglądają równie ciekawie, ponieważ przy zachmurzonym niebie kolory wychodzą mniej nasycone i jaskrawe, co zaburza ładny efekt. Zobaczcie i oceńcie sami jak prezentują się zdjęcia wykonane aparatem głównym. Fotki w pełnej rozdzielczości są jak zwykle dostępne na naszym dysku Google – link.

Jedną z kluczowych cech głównego modułu jest trzykrotny zoom optyczny. Również aparat na przodzie dobrze sobie radzi, co stwierdziłem nie tylko ja, ale też osoba bardziej zainteresowana robieniem zdjęć selfie. Mamy tutaj do wyboru tryb, który rozmazuje tło, a także tryby upiększające, które wygładzają skórę.

Niestety nie mogę pochwalić samej aplikacji aparatu. Jej zaletą jest dość rozbudowany tryb manualny oraz ogólna przejrzystość interfejsu, natomiast komunikat z powiadomieniem o wyszukiwaniu sieci nie powinien się tutaj zdecydowanie znaleźć.

Również nieprzetłumaczona opcja dotycząca AI nie radzi sobie najlepiej – nie rozpoznała takich obiektów jak budynek czy rośliny, dlatego większość zdjęć, które pojawiają się w recenzji zostało wykonane bez wspomagania sztuczną inteligencją.

Meizu 16X potrafi nagrywać w 4K i FullHD z optyczną stabilizacją materiału. Dostępny jest także tryb slow motion, który spowalnia całe nasze nagranie. Próbki wideo możecie zobaczyć poniżej. Także w trybie nagrywania dostępny jest przycisk do trzykrotnego przybliżenia.

Zamów Meizu 16X w sklepie x-kom

PRZEGLĄD RECENZJI
Wygląd i jakość wykonania
8.5
Wydajność
7
Wyświetlacz
9
Aparat
9
Bateria
6
Oprogramowanie
5
Stosunek ceny do jakości
7
Poprzedni artykułNowe szkice składanej Motoroli już w sieci!
Następny artykułXiaomi Mi 9 SE może być ostatnim przedstawicielem serii
Introwertyk. Uczeń liceum ogólnokształcącego na profilu mat-fiz. W przyszłości chciałby zdobyć zawód związany z informatyką, jego zainteresowaniem.