Najpierw Samsung, teraz Apple. Najnowsze iPhone’y sprzedają się gorzej, niż zakładano

Najpierw Samsung, teraz Apple. Najnowsze iPhone’y sprzedają się gorzej, niż zakładano
fot. producenta

Apple i Samsung należą do największych producentów smartfonów na świecie, ale nawet ich pozycja nie gwarantuje realizacji wszystkich planów sprzedażowych. Najnowsze doniesienia wskazują, że obie firmy zdecydowały się ograniczyć produkcję swoich urządzeń. Choć na pierwszy rzut oka sytuacja wygląda podobnie, to za decyzjami producentów stoją odmienne problemy, które mogą mieć istotny wpływ na rynek smartfonów w najbliższych miesiącach.

Apple zmniejsza produkcję iPhone’ów 18 Pro i 18 Pro Max

Jak donosi Nikkei Asia, Apple ograniczyło w październiku tego roku zamówienia na komponenty wykorzystywane do produkcji smartfonów iPhone 18 Pro oraz iPhone 18 Pro Max o co najmniej 15%. Informacje pochodzą od kilku anonimowych źródeł zaznajomionych ze sprawą, a na decyzję firmy z Cupertino miało wpłynąć przede wszystkim zainteresowanie nowymi urządzeniami, które okazało się słabsze, niż pierwotnie zakładano. Według informatorów popyt na tegoroczne modele Pro jest również niższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Najpierw Samsung, teraz Apple. Najnowsze iPhone’y sprzedają się gorzej, niż zakładano
fot. producenta

Warto przy tym zaznaczyć, że Apple i Samsung znalazły się w podobnej sytuacji, ale nie z tych samych powodów. W ubiegłym tygodniu Samsung przedstawił prognozę wyników finansowych za trzeci kwartał 2026 roku, z której wynika, że koreański producent spodziewa się rekordowych przychodów i zysku operacyjnego, a przyczyniły się do tego między innymi bardzo wysokie ceny pamięci. Jednocześnie pojawiły się nieoficjalne doniesienia, według których dział mobilny Samsunga ma obecnie nie zarabiać na sprzedaży smartfonów ze względu na rosnące koszty podzespołów. Z tego powodu firma miała rozważać ograniczenie produkcji telefonów w czwartym kwartale nawet o 30%, aby poprawić rentowność działu Mobile eXperience.

W przypadku Apple problemem ma być przede wszystkim niższa sprzedaż najnowszych modeli. Nie oznacza to, że wzrost cen pamięci pozostaje bez znaczenia, ponieważ droższe komponenty zwiększają koszty produkcji urządzeń i mogą ostatecznie przełożyć się na ceny detaliczne. Według doniesień Nikkei Asia część klientów nie jest jednak skłonna zapłacić więcej za tegoroczne flagowce Apple, co utrudnia osiągnięcie oczekiwanych wyników sprzedażowych.

Droższe modele i brak podstawowego iPhone’a 18 nie pomagają

Jednym z powodów słabszego zainteresowania nowymi smartfonami Apple mają być wyższe ceny modeli Pro. W Polsce iPhone 18 Pro startuje od 6299 złotych, natomiast iPhone 18 Pro Max został wyceniony na co najmniej 6799 złotych. W obu przypadkach oznacza to wzrost o 500 złotych względem cen startowych bezpośrednich poprzedników. Różnica staje się jeszcze bardziej odczuwalna w przypadku wariantów z większą pamięcią, które mogą kosztować nawet o 2500 złotych więcej od podstawowych wersji.

Przy takich kwotach klienci mogą dokładniej analizować, czy przesiadka na nowy model rzeczywiście jest opłacalna. Nawet jeśli urządzenia oferują ulepszenia względem poprzedniej generacji, to nie każdy użytkownik uzna je za wystarczający argument, by wydać dodatkowe kilkaset złotych. W segmencie premium liczy się nie tylko rozpoznawalność marki, lecz także stosunek możliwości do ceny, szczególnie gdy wymiana kilkuletniego smartfona nie jest konieczna.

Sytuacji nie ułatwia również decyzja o rozdzieleniu premiery tegorocznej generacji, bowiem podstawowy iPhone 18 nie zadebiutował równocześnie z modelami Pro, a jego premiera jest spodziewana dopiero wiosną 2027 roku. Warto także wspomnieć, że podobny termin ma dotyczyć iPhone’a 18e. Według doniesień opóźnienie wiąże się z niedoborami komponentów, które wpłynęły na harmonogram wprowadzania nowych urządzeń na rynek.

To istotna zmiana, ponieważ podstawowe modele iPhone’ów od lat odgrywają ważną rolę w napędzaniu sprzedaży całej serii. Część klientów wybiera właśnie tańszy wariant, a inni po porównaniu dostępnych urządzeń decydują się dopłacić do wersji Pro. Brak podstawowego iPhone’a 18 w początkowym okresie sprzedaży ogranicza więc liczbę dostępnych opcji i może osłabiać zainteresowanie całą rodziną produktów. W efekcie Apple musi mierzyć się nie tylko z wysokimi cenami, lecz także z mniej korzystnym harmonogramem premier.

Ceny pamięci rosną, a producenci smartfonów odczuwają skutki

Za sytuacją na rynku stoi również szerszy problem związany z dostępnością i kosztami pamięci. Rosnący popyt ze strony centrów danych rozwijanych między innymi na potrzeby sztucznej inteligencji zwiększa presję na dostawców komponentów. W rezultacie producenci elektroniki muszą konkurować o podzespoły, których ceny szybko rosną. Dotyczy to również pamięci wykorzystywanej w najdroższych smartfonach.

Najpierw Samsung, teraz Apple. Najnowsze iPhone’y sprzedają się gorzej, niż zakładano
fot. producenta

Według danych firmy badawczej TrendForce moduły pamięci LPDDR5X o pojemności 12 GB osiągnęły ceny na poziomie 145 dolarów za sztukę, co oznacza wzrost o około 175% rok do roku. Tego typu pamięć znajduje zastosowanie między innymi we flagowych urządzeniach. Tak duża podwyżka kosztów komponentów stanowi poważne wyzwanie dla producentów, którzy muszą zdecydować, czy zaakceptować niższe marże, czy przenieść część dodatkowych wydatków na klientów.

Według przywoływanych doniesień wzrost kosztów podzespołów skłania producentów smartfonów do podnoszenia cen urządzeń o co najmniej 100 dolarów za sztukę. To dodatkowo komplikuje sytuację na rynku, ponieważ droższe telefony mogą zniechęcać część kupujących, a słabszy popyt utrudnia producentom osiągnięcie zakładanej skali sprzedaży. Powstaje w ten sposób mechanizm, w którym wyższe koszty prowadzą do podwyżek, a te mogą ograniczać zainteresowanie nowymi urządzeniami.

Apple może uniknąć poważniejszych konsekwencji finansowych

Mimo ograniczenia zamówień na komponenty sytuacja Apple nie musi oznaczać dużego pogorszenia wyników finansowych. Jak wskazuje Nikkei Asia, niższy wolumen sprzedaży iPhone’ów 18 Pro oraz 18 Pro Max może zostać częściowo zrównoważony przez wyższe ceny urządzeń. Producent może więc zarabiać więcej na pojedynczym sprzedanym smartfonie i to nawet jeśli liczba nabywców nie osiągnie pierwotnych oczekiwań.

Nie zmienia to jednak faktu, że ograniczenie produkcji jest sygnałem, iż tegoroczna strategia Apple nie przebiega całkowicie zgodnie z planem. Wysokie ceny, opóźnienie premiery podstawowych modeli i rosnące koszty komponentów tworzą kombinację, która może utrudniać zwiększanie sprzedaży. Warto też pamiętać, że ograniczenie zamówień na części nie jest równoznaczne z potwierdzonym spadkiem sprzedaży o dokładnie 15%, bo skala redukcji zamówień nie musi bezpośrednio odpowiadać zmianie liczby sprzedanych urządzeń.

Najbliższe miesiące pokażą, czy Apple zdoła utrzymać finansową skuteczność swojej strategii premium i czy premiera podstawowego iPhone’a 18 wiosną 2027 roku pomoże pobudzić zainteresowanie całą serią. Samsung ogranicza produkcję przede wszystkim z obawy o rentowność w obliczu drożejących podzespołów, natomiast Apple ma reagować głównie na popyt słabszy od oczekiwanego. Oba przypadki pokazują jednak, że nawet najwięksi producenci nie mogą bez końca przerzucać rosnących kosztów na klientów bez ryzyka, że część z nich odłoży zakup nowego smartfona.

Źródło: PhoneArena

Chcesz być na bieżąco? Śledź ROOTBLOG w Google News!
Dodaj komentarz