Sprawdziłem Huawei Health+ Czy wirtualny trener ma sens?

Sprawdziłem Huawei Health+ Czy wirtualny trener ma sens?

Przetestowałem Huawei Health+, czyli usługę dostępną w aplikacji Huawei Zdrowie, która ma pomagać w samodzielnym treningu. W praktyce znajdziemy tam gotowe plany, wideo z trenerami i zestawy ćwiczeń, które można wykonać zarówno w domu, jak i na siłowni. Chciałem sprawdzić, jak to działa w realnych warunkach i czy taki trening rzeczywiście ma sens.

Do testu wybrałem profesjonalną siłownię i trening pod okiem trenera przygotowania motorycznego. Od razu mogę powiedzieć, że sama koncepcja aplikacji jest sensowna, bo daje spory wybór programów od mobilności, przez treningi podstawowe, aż po bardziej zaawansowane formy. Dzięki temu łatwo znaleźć coś dla siebie, niezależnie od poziomu zaawansowania.

Jak wygląda sam trening

Zdecydowałem się na trening całego ciała z hantlami w wersji zaawansowanej. Całość trwała około 43 minut, a w aplikacji przewidywany wydatek energetyczny wynosił 441 kcal. Podczas ćwiczeń korzystałem z Huawei Watch GT 7 Pro, który był połączony ze smartfonem i na bieżąco pokazywał tętno oraz spalone kalorie.

Najpierw zaczęliśmy od rozgrzewki. To akurat oceniam bardzo dobrze, bo trening zaczyna się od mobility, czyli ćwiczeń przygotowujących ciało do pracy. Przy siedzącym trybie życia to ważne, bo pozwala lepiej wejść w wysiłek i przygotować stawy oraz mięśnie do dalszej części sesji.

W rozgrzewce pojawiły się między innymi ćwiczenia w stylu 90/90, Cat-Cow oraz ruchy mobilizujące biodra i kręgosłup. Sam pomysł uważam za bardzo trafiony, chociaż w niektórych momentach technika wymagała korekty. To pokazuje jedną ważną rzecz: aplikacja może dobrze prowadzić trening, ale nie zastąpi trenera, który od razu wyłapie błędy.

Trening na czas

Największa różnica względem klasycznej siłowni polegała na tym, że tutaj ćwiczenia były prowadzone na czas, a nie na liczbę powtórzeń. W praktyce oznacza to krótkie serie pracy i bardzo ograniczony odpoczynek. Taki model bardziej przypomina trening interwałowy albo pracę nad wytrzymałością siłową niż klasyczny trening siłowy.

To działa, jeśli celem jest poprawa kondycji, podniesienie tętna i zwiększenie ogólnej wydolności. Jeśli jednak ktoś chce budować siłę albo masę mięśniową, to taki format nie będzie idealny. Z mojego punktu widzenia problemem jest też to, że przy treningu na czas trudniej kontrolować progresję i dobrać odpowiedni ciężar.

Właśnie dlatego w trakcie sesji trzeba było zejść z obciążeniem. Ćwiczenia wykonywane przez określony czas wymuszały użycie lżejszych hantli, niż przy klasycznym treningu opartym na liczbie powtórzeń. Dla osoby trenującej w domu może to być wygodne, ale początkujący użytkownik może mieć problem z oceną, jaki ciężar będzie odpowiedni.

Co myślę o doborze sprzętu

Gdybym miał trenować sam w domu, postawiłbym na sprzęt uniwersalny. W mojej ocenie najlepiej sprawdzają się hantle regulowane albo kettlebelle, bo dają więcej możliwości niż pojedynczy zestaw przypadkowych ciężarów. To szczególnie ważne wtedy, gdy korzysta się z gotowych planów z aplikacji i nie wiadomo wcześniej, jakie ćwiczenia pojawią się w danym bloku.

W czasie testu zauważyłem też, że sama aplikacja nie podpowiada szczegółowo, jakiego obciążenia użyć. Ostatecznie trzeba kierować się własnym wyczuciem i poziomem zaawansowania, a to nie zawsze jest łatwe. Dla osoby początkującej może to być metoda prób i błędów, ale przy odrobinie doświadczenia da się z tego korzystać całkiem rozsądnie.

Największe zaskoczenie

Zaskoczyło mnie to, jak szybko rosło zmęczenie. Niektóre ćwiczenia wyglądają niepozornie, ale przy krótkich przerwach i pracy całego ciała naprawdę dają w kość. Tętno mocno skakało, a zegarek pokazywał coraz wyższe wartości, co tylko potwierdzało intensywność sesji.

Nie uważam jednak, że samo wysokie tętno oznacza automatycznie dobry trening. To częsty błąd, bo ludzie myślą, że jeśli mocno się spocą i są zmęczeni, to trening był skuteczny. W rzeczywistości efekt zależy od celu. Jeśli pracujemy nad wydolnością, to taki bodziec ma sens. Jeśli zależy nam na sylwetce albo sile, potrzebujemy zupełnie innej struktury.

Cooldown i zakończenie

Na końcu pojawił się cooldown z elementami rozciągania. Traktuję to jako dobry dodatek, choć nie jako pełnowartościową sesję mobility czy stretchingu. Jeśli ktoś miałby wybrać między krótkim rozciąganiem po treningu a żadnym, to zdecydowanie lepiej zrobić choć tyle.

Po zakończeniu treningu aplikacja zapisała wynik: około 45 minut aktywności, 590 spalonych kalorii i średnie tętno 152. Mam jednak świadomość, że takie pomiary są orientacyjne. To przydatny wskaźnik do śledzenia trendów, ale nie laboratoryjna dokładność. Jeżeli komuś zależy na lepszym pomiarze, warto rozważyć pas piersiowy, który można sparować z zegarkiem przez Bluetooth.

Mój wniosek

Z mojego punktu widzenia Huawei Health+ ma sens, ale nie dla każdego celu treningowego. To bardzo dobra opcja dla osób, które chcą zacząć się ruszać, ćwiczyć w domu, poprawić kondycję i dostać gotowy plan bez zastanawiania się nad układaniem własnego treningu.

Nie traktowałbym jednak tej usługi jako pełnego zamiennika treningu z trenerem. Jeśli ktoś chce budować siłę, pracować nad sylwetką albo potrzebuje indywidualnego podejścia, będzie potrzebował czegoś więcej. Dla wielu osób to jednak bardzo dobry start, a czasem właśnie taki start jest najważniejszy.

Jak zawsze można zobaczyć też jak to wszystko wygląda na wideo

Materiał powstał przy współpracy z marką Huawei. Producent nie miał wpływu na treści przedstawione w filmie.

Chcesz być na bieżąco? Śledź ROOTBLOG w Google News!