Seria G od Motoroli to ich flagowe smartfony, które zazwyczaj wychodzą w wielu wersjach. Nie inaczej było w przypadku Moto G7, która oferuje również opcje z dopiskiem Plus, Play czy Power. Na testach miałem już poprzednie modele z tej serii – G5s Plus, G6 – czy zatem czymś mnie zaskoczyła Motorola G7? Jest w niej, czym potrafi chwycić i nie puścić? Przekonajcie się, jak sprawowała się przez te dwa tygodnie i czy warto ją polecić.

Specyfikacja prezentuj się następująco:

  • Wyświetlacz: IPS, 6.24 cala, rozdzielczość FullHD+, 403 PPI, wykorzystanie przedniego panelu 82.4 %
  • Procesor: Qualcomm Snapdragon 632 z grafiką Adreno 506
  • RAM: 4 GB
  • Pamięć wewnętrzna: 64 GB
  • Aparat przedni: 8 Mpix, światło f/2.2
  • Aparat tylny: 12 Mpix ze światłem f/1.8 (nagrywanie 4K) + 5 Mpix ze światłem f/2.2
  • Łączność: 4G LTE z obsługą pasma B20, WiFi 802.11a/b/g/n, NFC (działa w naszym kraju), Bluetooth 4.2, GPS, A-GPS, GLONASS, USB-C
  • Bateria: 3000 mAh z szybkim ładowaniem TurboPower 15 W
  • System operacyjny: Android 9 Pie – czysty
  • Dodatkowo: skaner linii papilarnych z tyłu, odblokowanie twarzą (aparat), jack 3.5 mm
  • Skład zestawu: ładowarka, kabel USB typu C, silikonowy pokrowiec, igła do tacki SIM, papierologia
  • Wymiary i waga: 157.0 x 75.3 x 7.92 mm przy wadze 174 gram

Wygląd i wykonanie

Co tu dużo mówić, o jakości wykonania. Stoi ona na najwyższym poziomie – według mnie. Telefon jest jedną bryłą, nie widać łączeń, nie ma jakiś dziwnych ścięć między panelami. Wykonano go z najwyższą dokładnością, starając się, aby telefon zadowolił każdego, kto patrzy na telefon pod tym względem. Nic nie skrzypi, nie trzeszczy, nie przemieszcza się, nie wygina się. To po prostu jedność, za co należą się pochwały Motoroli. Na spory plus również kształt telefonu. Jest on wykonany w taki sposób, że bez case leży w dłoni bardzo pewnie i jest wygodny w użyciu. Zaoblenie krawędzi na pleckach to strzał w dziesiątek jak dla mnie. Zdarzają się telefony ścięte na prosto, a to utrudnia często pracę na telefonie. Szklane plecki telefonu, które niemiłosiernie się palcują, to raczej standard.

Wygląd dość oklepany, nie można tego nie zauważyć. Z przodu wygląda jak większość smartofonów z notchem w kształcie kropelki wody. Nad nim znajdujący się głośnik do rozmów czy czujniki są umieszczone w taki sposób, że nie rzucają się w oczy. Tył telefonu wyróżnia się wśród konkurencji aparatem, czym z kolei nie wyróżnia się spośród wszystkich modeli Motoroli. Ten sam oklepany schemat aparatu, który wystaje bardzo mocno, jednak mniej niż w Remi Note 7. W tym przypadku na plus, że case z zestawy go minimalnie chowa. Plusem jak zawsze skaner linii papilarnych z logo Moto – chociaż umieszczony z tyłu…

Ekran

Niby to „tylko” ten IPS, jednak dla mnie sprawował się bardzo dobrze. Obraz na im wyświetlany jest czytelny i ostry. Odpowiada za to rozdzielczość FullHD+, co przekłada się na 403 PPI. Do wyboru użytkownika jest rozmiar czcionki, temperatura kolorów czy chociażby „podświetlanie nocne” – czyli ograniczenie niebieskiego światła. Kąty widzenia jak to w IPS na plus, jednak trochę można narzekać na minimalną i maksymalną jasność ekranu. Widełki mogłyby być zdecydowanie większe – nocą jest nieco zbyt jasno, w dzień delikatnie za ciemno.

Motorola G7

Nie znajdziemy w nim diody powiadomień, jednak jest wygaszacz a’la Always on Display. Oczywiście to już standard w modelach Motoroli. Powiadomienia w postaci ikonek pokazywane są na dole telefonu. Opcja dobra, jednak nadal lepsza według mnie jest dioda.

Codzienność z Moto G7

Mogło być lepiej. Od razu to zaznaczę, że Motorola G7 zostaje w tyle, względem chociażby wspomnianego i recenzowanego przeze mnie Redmi Note 7. Snapdragon 632 i 4 GB RAMu teoretycznie dają radę, jednak w praktyce telefon się dusi. Nie gram jakoś specjalnie w gry, więc tutaj nie odczuwałem tego problemu – poza ostatnimi czasy łapaniem Pokemonów, z czym radził sobie dobrze, aczkolwiek da się lepiej. Można było się tego spodziewać. Do codziennej pracy większości zapewne to wystarczy. Nie miał kłopotu z obsługą Spotify, FB, Messengera, Snapa, Netflixa czy Gmaila.

 

Jak większość modeli w tej cenie, trzeba wiedzieć, że nie jest to flagowiec z najwyższej półki. Także na pewne sprawy można przymknąć oko. Nie mogę tego zrobić natomiast w przypadku orientacji pion/poziom. Doprowadzało to momentami do szału. Telefon w jednej pozycji potrafił się przestawiać do poziomu, a następnie potrzebuje chwili, żeby wrócić do pionu. Gdyby to zdarzało się raz kiedyś, to puszczam to płazem. Ale tutaj to miało miejsce co chwilę. Łóżko na płasko, stół, biurko, cokolwiek. Wystarczył drobny kontakt palca z ekranem i już cyk, ciśnienie podniesione.

Czas pracy na jednym ładowaniu

Niby dobrze, ale jednak nie do końca w tej kwestii. Ogólnie raczej takie okolice 5h SoT, więc jak na ogniwo o pojemności 3000 mAh, to Motorola G7 jakoś daje radę. Mimo wszystko, pierwszy raz od nie pamiętam, kiedy, bałem się, że telefon mi się rozładuje. Delikatnie wyszło słońce, odrobina jaśniejszy ekran i już miał kłopot przeżyć od 8 do jakiejś 16 mniej więcej. Wyżej wspomniane aplikacje to to, z czego korzystam najczęściej, więc większość telefonów testowana w podobny sposób. Do tego oczywiście Wi-Fi w pracy czy mieszkaniu, a poza nim LTE. Tak, lokalizacja również była używana, aczkolwiek tylko wtedy, gdy była potrzebna.

Aparat

Spodziewałem się tego, co otrzymałem, Zdjęcia w dzień wychodzą niezłe, ale nie są dobre. Dla mniej wymagających użytkowników będą na pewno wystarczające. Im mniej światła, tym gorzej z szybkością zdjęcia czy jego jakością, czego można się było spodziewać. Specjalnych plusów w nim nie widzę. Bawi natomiast opcja w ustawieniach o nazwie „ustawienia SI”, w skład której wchodzi… wykrywanie uśmiechu czy Obiektyw Google. Jak bardzo jest to SI, oceńcie sami.

Luźne plusy

W tym momencie przyda się wspomnieć o ogólnych plusach, które nie są nie wiadomo jak wymagane. Obsługa NFC i płatności telefonem na plus. Raz zdarzyło mi się, że terminal wyświetlił informację „płatność tylko jedną kartą”, a poza tym bez problemu. Szybkie ładowanie 18 W umożliwia naładowanie telefonu w jakieś 1.5 h, a spodziewałem się krótszego czasu. Motorola G7 posiada również wejście jack 3.5 mm oraz obsługę gestów. Za to ostatnie naprawdę pochwały, ponieważ bardzo lubię te rozwiązania. Zamiast przycisków ekranowych jeden suwak czy włączanie latarki przekręceniem nadgarstka.

Motorola G7