Witam w kolejnej odsłonie Moto skROOT-u! Dziś przyjrzymy się autonomicznemu autobusowi od Siemens, który jeździ po ulicach Wiednia. Napomnę również o firmie Jaguar i ich pomyśle na nagradzanie kierowców. Oprócz tego Tesla, standardowo nie mogło jej tu zabraknąć… Zapraszam do czytania! A jeśli nie zapoznałeś się jeszcze z poprzednim skROOT-em, to odsyłam poniżej!

Tesla jako autonomiczna taksówka, Uber Freight w Europie i nie tylko – Moto skROOT

Jaguar rozda kryptowalutę IOTA użytkownikom swoich aut, oczywiście nie za darmo. Będą musieli dzielić się oni informacjami oraz…

Swoim samochodem! Brzmi to trochę podobnie do tego, co ostatnio zapowiadała Tesla (pisałem o tym tydzień temu, odsyłam wyżej!). Jednak zasady będą inne. Przede wszystkim Jaguar chce uzyskiwać od swoich klientów dane takie jak informacje o korkach, utrudnieniach na drodze, pracach drogowych czy też dziurach w nawierzchni. Oprócz tego posiadacz auta będzie mógł zdecydować się na udostępnienie go w programie wynajmu na minuty. Właśnie to jest główną różnicą między Jaguarem a Teslą.

Jaguar

Zobacz też: Tesla Supercharger v3, Jaguar autem roku, kaganiec na autach Volvo i nie tylko – motoryzacyjny przegląd tygodnia

Po ulicach jeżdżą już pierwsze auta wyposażone w „Smart Wallet”, czyli właśnie oprogramowanie do zbierania środków uzyskanych za udostępnianie danych. Póki co śmigają one tylko po Irlandii, nie wiadomo kiedy system wejdzie do reszty Europy. Środki zgromadzone w tym cyfrowym portfelu można wydać na opłacenie parkingów czy też autostrad.

Moim zdaniem jest to świetny pomysł, zastanawia mnie czy zainteresuje nabywców, co by nie mówić, drogiego Jaguara. Osobiście bałbym się udostępnić takie auto, by inni ludzie je wypożyczali. Inną wątpliwością jest to, czy firmie się to opłaci. Nie wiadomo ile IOTA dostaną użytkownicy tego programu za konkretne dane. Niestety obawiam się, że dopóki nie powstanie szersza sieć, we współpracy z innymi producentami, to może nie być kolorowo.

Czy autonomiczny autobus od Siemens Mobility to przyszłość komunikacji masowej?

W Wiedniu, konkretnie w jednej z jego dzielnic – Seestadt Aspern, odbywają się testy elektrycznego oraz autonomicznego autobusu. Autobus ten wyszedł spod skrzydeł oddziału firmy Siemens, czy też firmy Navya, której logiem jest firmowany. Oferuje on 10 miejsc dla pasażerów, a także jedno dla operatora, który czuwa i dba o bezpieczeństwo. Póki co w Austrii istnieje jedna linia, po której porusza się ta nowinka. Oprócz tego Siemens testuje rozwiązania autonomiczne w Niemczech, konkretnie pod Monachium, gdzie to mają swój kampus oraz tor testowy dla takich pojazdów.

navya siemens by lukaszmalinowski 3
fot. Łukasz Malinowski / Transport Publiczny

Zobacz też: Škoda Klement – koncept dwukołowego pojazdu elektrycznego, który przypomina rower

Autonomiczność tego autobusu nie opiera się tylko na czujnikach, które zamontowano dookoła pojazdu. Wyposażono go również w autorską technologię C2X, nieco podobną do rozwiązania Volvo, które opisywałem niedawno. Dzięki niej autobus łączy się z centrami sterującymi ruchem ulicznym, które współgrają np. światłami. Przez to autobus od Siemens wie, gdzie spodziewać się utrudnień i na bieżąco koryguje trasę. System C2X ma nie tylko pomóc w poruszaniu się tego osobliwego pojazdu po mieście. Oprócz tego pomoże on w optymalizacji ruchu tak, by było jak najmniej przestojów, czy braku płynności.

navya siemens by lukaszmalinowski 3
fot. Łukasz Malinowski / Transport Publiczny

Wszystko fajnie, tylko wydaję mi się, że do prawdziwej autonomiczności brakuje jeszcze sporo. Redaktor ze Spider’s Web podaje, że owszem, przejechał się tym sprzętem. Problemem było jednak to, że prowadził go człowiek w trybie manualnym. Lekka wtopa, co nie? Winą były słabe warunki pogodowe, przy których czujniki mogą nie działać w pełni poprawnie. Dodam, że we wnętrzu nie widać zwykłej kierownicy, tylko gamepada. Wprawiło mnie to w konsternację, czy naprawdę był on sterowany za jego pomocą? No cóż, na pełną autonomię przyjdzie nam jeszcze poczekać… Choć chwila, według Elona Muska jest ona już tuż za rogiem 😉

Tesla wypuszcza nowy wariant Modelu 3, z żałośnie niskim zasięgiem. Będzie on dostępny tylko w Kanadzie

Ogromny zasięg 150 km, dostępny na wyciągnięcie ręki. To tak mało, że na trasie Wrocław -> Warszawa, należałoby ładować auto dwukrotnie do pełna. Aż sunie się na język proste pytanie – po co to komu, a komu to potrzebne? Ano potrzebne obywatelom Kanady, by Tesla Model 3 łapała się na dopłaty od rządu. Już tłumaczę dokładnie o co tu chodzi!

Tesla Model 3
Tesla Model 3

Taka kombinacja ze strony firmy Elona Muska na pewno im się opłaci. W Kanadzie dopłaty do aut elektrycznych są, wynoszą 5 tys. dolarów kanadyjskich. Jednakże tylko na auta które w podstawowej wersji kosztują maksymalnie 45 tys. dolarów kanadyjskich. Wszystko po to, by program nie obejmował aut luksusowych. Jednakże zaznaczyłem, że chodzi tu o cenę podstawowego wariantu. Gdy ten warunek jest spełniony, to na dopłatę liczyć mogą również przyszli nabywcy wersji, które kosztują do 55 tys. dol. kanadyjskich. Tesla wymierzyła wszystko idealnie i wariant z zasięgiem 150 km kosztuje dokładnie 44 999 dolarów kanadyjskich. Firma z Kalifornii stara się, by jak najmniej osób kupiło tą, można by rzec, specjalną edycję Modelu 3. Jest ona dostępna tylko w salonach, nie przez internet. A sprzedawcy w takowych zapewne będą wręcz nalegać, by dopłacić do wersji o zasięgu 386 km.

Tesla headquaters

Zobacz też: Premier Morawiecki rozmawiał z Elonem Muskiem. Tesla Gigafactory w Polsce?!

Tesla Model 3 to najniższy model w gamie producenta, który ma rzekomo trafiać do mas, stąd logicznym wydaje się, że firma chce zachęcić do zakupu jak najwięcej osób. A w tym dopłaty pomagają. Nie raz słyszałem z ust różnych osób, że auta elektryczne w Polsce miałby większą rację bytu, gdyby były do nich dopłaty. Tak, według niektórych to ceny, nie dostępność samych aut i ładowarek doń, są problemem. Ja jestem w stanie się z tym częściowo zgodzić, stąd uważam, że kroki ze strony naszego rządu w stronę takich dotacji, są świetnym krokiem.

Który temat wydawał wam się najciekawszy? Czy uważacie, że Jaguar dobrze kombinuje z nagradzaniem kierowców? Co sądzicie o autonomicznych pojazdach komunikacji masowej? Napiszcie w komentarzach!

Fot. tytułowa: Łukasz Malinowski / Transport Publiczny