Cześć, witam w kolejnym, delikatnie opóźnionym motoryzacyjnym przeglądzie tygodnia. Na dziś przygotowałem dla was trzy tematy, które wydały mi się ciekawe. Pierwszym z nich są auta z napędami hybrydowymi od Subaru i moje przemyślenia związane z nimi oraz z tą japońską marką. Kolejne dwa to: Innogy – nowy carsharing w Warszawie, który będzie oferował elektryczne BMW i3 oraz problemy z autopilotem w Teslach. Zapraszam do lektury!

Poprzedni motoryzacyjny przegląd tygodnia: Tesla Model 3 najlepsza w Europie, Smart trafia w ręce chińskiej firmy oraz Poznań Motor Show – motoryzacyjny przegląd tygodnia

Subaru z silnikami e-Boxer w Polsce, jako fan tej marki nie mogłem o tym nie napisać…

Subaru pewnie większości z was kojarzy się ze złotymi czasami rajdów, Colinem McRae i Imprezą WRX. Teraz produkuje ono bardziej przyziemne auta, które w Europie nie są zbyt popularne. Cieszą się natomiast popularnością w Stanach, co szczególnie mnie nie dziwi, ale o tym później. Od jakiegoś czasu oferują oni na niektórych rynkach hybrydy plug-in. Ponadto wprowadzają oni silniki e-Boxer, z którymi to będzie się można spotkać również na naszym rynku już po koniec bieżącego roku.

Subaru e-Boxer

W Polsce dwa modele Subaru będą dostępne z tymi hybrydowymi jednostkami. Mają być to XV oraz Forester. Cóż, wzbogacenie gamy silnikowej o nowe jednostki może ucieszyć potencjalnych nabywców. Wybór jednostek w Subaru jest mocno ograniczony w Europie, wszystko za sprawą restrykcyjnych norm emisji spalin. Stąd też Subaru XV jest dostępne u nas tylko z żałośnie słabym jak na gabaryty auta wolnossącym 1.6 o mocy 114 KM.

subaru-forester-e-boxer

Zobacz również: Faraday Future ze zwiastunem V9, czyli nowego auta elektrycznego

Dzięki wyposażeniu e-Boxera w pomoc ze strony silnika elektrycznego udało się zejść z emisją spalin do poziomu bardziej akceptowalnego przez Unię. Subaru e-Boxer to hybryda dwu-litrowego silnika benzynowego bez turbo z silnikiem elektrycznym o mocy ok. 17 KM. Prąd do silnika dostarczany będzie z akumulatora litowo-jonowego o pojemności 8,8 kWh. Mimo zmian względem wersji spalinowych, Subaru Forester oraz XV wciąż będą miały słynny napęd na obie osie, który przenosić ma bezstopniowa skrzynia Lineartronic. Motor elektryczny ma działać przy niskich prędkościach i to właśnie to było kluczem do niższej emisji. Jak może wiecie, auta „kopcą” najwięcej przy powolnej jeździe oraz przyspieszaniu podczas ruszania.

subaru-xv-e-boxer
Na zdjęciu zwykłe XV, z konwencjonalnym silnikiem spalinowym a nie e-Boxer 😉

Zobacz również: Škoda Klement: koncept dwukołowego pojazdu elektrycznego, który przypomina rower

I pomimo tego, że przy większych prędkościach cała moc pochodzi z silnika benzynowego, to średnie spalanie zadeklarowane przez producenta jest niższe niż w klasycznych boxerach. Ba, spalanie e-Boxera 2.0 jest niższe o ponad litr na 100 km od spalania 1.6 znanego z XV. Subaru e-Boxer może być stanowić alternatywę dla diesli, których w ofercie już nie uświadczymy.

Moje przemyślenia na temat tego co dzieje się aktualnie w Subaru

Cóz, marka radzi sobie całkiem nieźle, ale nie u nas. W USA nowe modele od Subaru to częsty wybór, są to po prostu przyzwoite i tanie auta. Jednak amerykanie mają szerszy wybór, tam Forester z wolnossącym 2.5 czy Outback z 3.6 nie są niczym dziwnym i te auta po prostu są kupowane. U nas natomiast Subaru odstrasza ubogą gamą silnikową. Złote czasy tej marki w Europie minęły, choć wciąż jest u nas grono fanów. Interesują się oni jednak bardziej starszymi autami od Subaru, m. in. kultowymi Imprezami WRX STI, czy Foresterami XT, które do dziś cieszą oko. Nie zdziwiło by mnie gdyby japońska firma w końcu zwinęła się z Europy, słyszy się czasem takie głosy. Niedawno inna marka z Japonii popularna w USA zakończyła działalność na obszarze Starego Kontynentu, mowa o Infiniti.

Carsharing od Innogy, czyli elektryczne BMW i3 od 1,19 zł za minutę

W Warszawie naprawdę nie brakuje usług, w których możemy wynająć auto poprzez wygodną aplikację mobilną. W ubiegłym tygodniu pojawił się kolejny gracz chcący zdobyć klientów na terenie stolicy. Innogy jest, moim zdaniem, o tyle ciekawe, że oferuje tylko auta elektryczne i to nie byle jakie. 500 samochodów od bawarskiego producenta wyjechało na ulicę stołecznego miasta, są to BMW i3 oraz i3s. Firma ta może być wam znana, albowiem jest to jeden z pięciu największych dostawców energii elektrycznej w Europie.

BMW_i3_Innogy
fot. Spider’s Web

Zobacz również: Ładowarki dla aut elektrycznych przy polskich drogach? GDDKiA ogłosiła przetarg, elektromobilność w Polsce zaczyna mieć znaczenie!

BMW i3 wynajmiemy już za 1,19 zł za minutę, co jest moim zdaniem przyzwoitą ofertą. Nieco szybszy model, i3s to koszt 1,49 zł za minutę jazdy, nie wydamy jednak w ciągu dnia więcej niż 299 zł (lub 239 zł dla słabszego wariantu). Oznacza to mniej więcej tyle, że płacimy do 200 minut a później jeździmy za darmo. Może być to jednak nie lada wyczyn, albowiem zasięg BMW i3 to maksymalnie 180 kilometrów na jednym ładowaniu. Jako ciekawostkę dodam, że pierwsze 15 minut jazdy autami u Innogy jest tańsze, bo kosztuje tylko grosz za minutę.

Innogy BMW i3

W autach nie będzie umieszczonych kabli do ładowania, toteż trzeba kontrolować stan baterii tak, by na jej wyczerpaniu znaleźć się w wyznaczonej przez Innogy strefie. Nie można odstawić auta gdzie się chce, nałożono pewne restrykcje. Firma dysponuje siecią 30 własnych ładowarek, którą zamierza docelowo rozszerzyć do 500 punków udostępnionych tylko dla swoich aut. Co może stanowić o sile tego carsharingu? Ano właśnie to, że oferuje on auta elektryczne, które mogą w Warszawie poruszać się po buspasach oraz parkować za darmo. Może to pomóc pokonać korki w godzinach szczytu. Ciekawym faktem jest to, że użytkownik zapłaci maksymalnie 1000 zł za szkody, które wywołał.

Tesla i jej autopilot, który nie jest jeszcze doskonały

Chińscy badacze z firmy Tencent Keen Security Lab dowiedli jak łatwo oszukać autopilota w autach kalifornijskiej firmy. Dokładnie przebadali oni nie tylko kwestie autonomicznej jazdy, ale też inne systemy zaimplementowane w Teslach. Przede wszystkim pokazali jak niewiele potrzeba by zmienić tor jazdy auta. Wystarczyły punkty naklejone w poprzek pasa ruchu by auto zinterpretowało je jako linię. Sprawiło to, że Tesla dość gwałtownie zmieniła tor jazdy, co zobaczyć możecie na filmie poniżej.

Zobacz również: Tesla Model Y oficjalnie! Siedmioosobowy SUV który rozpędzi się w 3,7 s do 100 km/h

Pokazuje to, że wystarczy kilka plam na jezdni, o co nie trudno, by doprowadzić do nieciekawej sytuacji. Pokazuje to, że wciąż bardzo ważna jest obecność kierowcy, który może zareagować. Jednocześnie chińscy badacze sprawdzili jak Tesla radzi sobie z odczytywaniem linii, które są uszkodzone. Jak wynika z ich raportu, podsyłali oni systemowi auta pliki graficzne z rozmazanymi liniami i sprawdzali czy autopilot je odczytuje. Z tym akurat Tesla poradziła sobie bardzo dobrze.

Tesla Model S 75D Rootblog

Innymi rzeczami, które sprawdzili ludzie z chińskiego ośrodka badawczego była możliwość oszukania systemu odpowiedzialnego za automatyczne uruchamianie wycieraczek. Udało się to zrobić za pomocą… telewizora, który pokazywał do kamery spreparowane obrazy. Nie jest to jednak sprawa, którą można uznać za poważną lukę. Żadnego niebezpieczeństwa to nie spowoduje, więc nie ma się co martwić. Ponadto udało się im sterować autem za pomocą pada. Tak, Tesla Model S sterowana przy pomocy kontrolera od konsoli Microsoftu.

Zobacz również: Tesla uznała, że czas pomyśleć o Polsce!

Badania przeprowadzone przez Keen Lab pokazują jak daleko jesteśmy od prawdziwej autonomii, od tego piątego stopnia w skali.Owszem, to co obecnie pokazuje Tesla i tak robi wrażenie i nie można im odmówić zaawansowania technicznego. Jednak do ideału wiele brakuje. Na auto do którego będziemy mogli wsiąść, zasnąć i obudzić się na miejscu jeszcze poczekamy…

To na tyle z mojej strony w dzisiejszym wpisie. Zapraszam do komentowania!